https://niezalezna.pl/260074-haniebne-slowa-grossa-na-pseudokonferencji-we-francji-to-byla-antypolska-hucpa

Dalszy ciąg trudnych relacji między Polakami a Żydami

Autor – Andrzej Rzewnicki.

Napisałem pierwszy artykuł: „Trudniejsze relacje między Polakami a Żydami rzucają cień na nasz kraj” licząc, że zgiełk ucichnie, ale jak widać ostatnio – nie ma zamiaru. Padają wyjaśnienia – niektóre bardziej nam przyjazne, ale i zarzuty doprecyzowujące poprzednie oskarżenia. Icchak Szamir powiedział te swoje słowa w jakimś kontekście, w którym m.in. powiedział: „skupisko żydowskie w Polsce urosło do poziomu czołowego ośrodka kulturalnego, politycznego i organizacyjnego” dzięki tolerancji polskiego państwa, a gdy tego państwa nie było – dzięki takiemu stosunkowi Polaków do swoich współobywateli Żydów. Ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher stwierdziła, że izraelski p.o. ministra spraw zagranicznych Israel Katz powinien przeprosić za swoje słowa. Już wcześniej ambasador USA zabrała głos w/s skandalicznej wypowiedzi Israela Katza. „Między bliskimi sojusznikami, takimi jak Polska i Izrael, nie ma miejsca na takie obraźliwe komentarze jak wczorajsza wypowiedź izraelskiego ministra spraw zagranicznych Israela Katza „- napisała na swoim profilu na Twitterze. Minister oświadczył, że nie przeprosi za swoje słowa.

Większym skandalem jest zorganizowana w Paryżu konferencja „Nowa polska szkoła historii zagłady”. To jak o nas tam mówią przeraża i obawiam się, że jak traci się pozytywny wizerunek w świecie jakimiś nieodpowiedzialnymi ustawami/choćby ustawa o IPN/ czy naruszeniem zasad płynących z UE, to te nieprzyjazne nam działania, gesty czy słowa padają coraz częściej. Jeżeli te nienormalne i straszne słowa padają już od sportowców jak w przypadku Messiego,  to świadczy, że tracimy pozytywny obraz naszego kraju i nas samych.

Polacy na wsiach zabili więcej Żydów, niż Niemcy w obozach koncentracyjnych i zagłady – miał powiedzieć na tej konferencji naukowej Jan Tomasz Gross. Zdaniem paneli stów konferencji, to Polska ponosi największą winę za próbę eksterminacji Żydów w czasie II wojny światowej. Jeden z panelistów stwierdził, że Kościół Katolicki przyczynił się do zagłady Żydów i pogromu w Jedwabnem. Uznał, że w Polsce od setek lat istnieje uprzedzenie do Żydów związane z tym, że niby to oni zabili i ukrzyżowali Jezusa. Praktycznie nie wspominano zbrodni dokonywanych na Żydach przez Niemców, ale wyeksponowano zbrodnie przeprowadzone przez Polaków. Kolejny z panelistów przyrównał uprzedzenia Polaków do Żydów do uprzedzeń, jakie plemię Hutu miało wobec plemienia Tutsi w Rwandzie.

Nie dopuszczano na tej konferencji polskich przedstawicieli do zabierania głosu nawet polemicznego. Mówili o tym przedstawiciel Polish Media Issues dr Jan Błażejak, Stwierdził, że dr Tomasz Domański z IPN w ogóle nie mógł się wypowiedzieć, a gdy swoje stanowisko zaczął prezentować dr Maciej Korkuć (IPN) natychmiast mu przerwano. Jego zdaniem, „tych którzy kolaborowali wyeksponowano, a na przykład Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata ukryto w ciemnej dziurze.

To nie była konferencja historyczna, ale polityczna. Gross krytykował obecne polskie władze – relacjonuje w rozmowie z w ks. Stanisław Jeż, były rektor Polskiej Misji Katolickiej we Francji.

Jan Tomasz Gross powiedział z kolei, że on odwiedzał muzea w Londynie i nie znalazł tam nic o działalności polskiego rządu na uchodźstwie w/s pomocy Żydom. Nie był jak ja na wykładzie dr Tomasza Roguskiego z IPN w Muzeum Dulag 121 gdzie mógłby wysłuchać historię i działalność Rady Pomocy Żydom „Żegota”. Więc zakłamywał tą część historii, która mogła stawiać Polaków w pozytywnym świetle.

Dr Marek Błażejak podkreśla, że w pamięci utkwiła mu jeszcze jedna wypowiedź. Że górale podhalańscy byli bardzo wdzięczni Niemcom, że ci umożliwili im pozbycie się Żydów z całego Podhala i oni własnymi rękami dokonali ich eksterminacji. A jest to nieprawdą. Niemcy próbowali zwerbować na początku wojny do jednostek SS Polaków i im się to nie udało. A próbowali to zrobić właśnie przez górali podhalańskich a ci się nie zgodzili.

To wszystko wypowiada strona polska. A jak widzą to organizatorzy konferencji, to aż trudno opisać, bo jak przedstawiła to francuska minister Frederique Vidal na konferencji doszło do wielu niedopuszczalnych incydentów z wypowiedziami o antysemickich jej zdaniem treściach. „Można odnieść wrażenie, że incydent miał wsparcie państwa polskiego, bo obecny na sali przedstawiciel IPN go nie potępił” – napisała minister Vidal.

Uczelnia na której odbywa się ta konferencja złożyła doniesienie o antysemickich uwagach do prokuratora w Paryżu. Na te zarzuty odpowiedział jej minister Gowin – jej odpowiednik w Polsce. Został dostarczony jej list uprzednio aprobowany przez premiera Mazowieckiego i MSZ.

Minister napisał, że docenia, że swoim listem minister Vidal przyłącza się do walki o wolność nauki, którą minister w Polsce prowadzi od 40 lat. To dlatego po upadku komunizmu konstytucja niepodległej Polski zagwarantowała uczelniom szeroką autonomię. Nadmienia o poszerzeniu autonomii uczelni w swojej głębokiej reformie systemu edukacji, która była szeroko konsultowana i proponuje podzielenie się własnymi doświadczeniami w zaprowadzeniu reform we Francji, bo wie z jakim gwałtownym sprzeciwem spotykają się próby zreformowania systemu we Francji. Zgadza się z p. minister, że wolność dyskursu akademickiego nie powinna być podważana, a konferencja naukowa to platforma do dyskusji i wyrażania różnych opinii i stanowisk. Zakłócanie debaty naukowej jest niewłaściwe i nie powinno mieć miejsca. Natomiast minister zwraca uwagę, że niektórzy prelegenci wygłosili krytyczne komentarze skierowane pod adresem władz polskich, odbiegające od tematyki konferencji i nie spotkało się to z żadną reakcją, ze strony jej organizatorów. Nazwania obecnych władz polskich, wybranych w wolnych i demokratycznych wyborach, „reżimem” nie można bronić w imię wolności wypowiedzi naukowej. Trudno mu jednoznacznie stwierdzić, czy w trakcie konferencji doszło do antysemickich wypowiedzi. Z zebranych relacji wynikało, że nie miały one miejsca. Natomiast jeżeli padły w kuluarach pod adresem prelegentów obraźliwe słowa, które miały wydźwięk antysemicki to takie zachowanie jest w oczywisty sposób nieakceptowalne. Podkreśla, że cieszy się ze słów p. minister potępiających antysemityzm wiedząc jak ogromnym problemem jest antysemityzm w dzisiejszej Francji. Prosi też o przekazanie za jej pośrednictwem wyrazów najgłębszego szacunku i solidarności prof. Alainowi Finkielkrautowi, którego pracom zawdzięcza bardzo wiele jako filozof polityki. Stwierdza, że antysemityzm jest – podobnie jak wrogość wobec narodu polskiego, francuskiego czy jakakolwiek inna forma rasizmu – moralnie nie do zaakceptowania i stanowi jaskrawe zaprzeczenie leżącej u podstaw naszej cywilizacji chrześcijańskiej koncepcji niezbywalnej godności każdego człowieka. Cytuje wspólne oświadczenie premierów Polski i Izraela: „Oba rządy z całą mocą potępiają wszelkie formy antysemityzmu oraz dają wyraz swemu zaangażowaniu w zwalczanie jakichkolwiek jego przejawów. Oba rządy odrzucają również antypolonizm oraz inne negatywne stereotypy narodowe. Rządy Polski i Izraela nawołują do powrotu do spokojnego dialogu opartego na wzajemnym szacunku w dyskursie publicznym”. Stwierdza, że podobne zasady i wartości powinny przyświecać także stosunkom polsko-francuskim. Pozwólmy teraz swobodnie działać naukowcom wstrzymując się od wszelkiej ingerencji, by uniknąć wrażenia, że nie o prawdę nam chodzi, tylko o doraźne korzyści polityczne.

Nie sądzę, aby list ten coś zmienił w nastawieniu stron, bo różnice doktrynalne między nami ostatnio się pogłębiły, ale może wywrzeć wrażenie swoją wyszukaną elegancką formą. Jednym słowem Wersal. Gorzej gdy się czyta: „Oświadczenie Centrum Badań nad Zagładą Żydów IFiS PAN”. Wersalu tam nie było. Oto fragment oświadczenia: „Niestety, obok uczonych, na sali prestiżowej EHESS pojawili się ludzie, których jedynym celem było usiłowanie przerwania głośnymi okrzykami wykładów oraz zakłócanie obrad. Obrażano referentów, obrażano naszych francuskich gospodarzy, obrażano wolontariuszy obsługujących konferencję. Niektóre wypowiedzi miały nawet charakter antysemicki. Tego typu zachowania są nie tylko jawnym naruszeniem zasad obowiązujących w świecie akademickim, ale też nie powinny absolutnie mieć miejsca także w jakiejkolwiek przestrzeni publicznej. Przykro nam, że zarówno uczeni francuscy, jak i francuska publiczność mieli wątpliwą okazję doświadczenia potęgi złych emocji. Nie chcemy by znane nam, badaczom Zagłady, z czasów minionych siły zła, nienawiści i podziałów kształtowały także współczesną refleksję nad historią. Tego rodzaju ataki stanowią dla nas klarowny sygnał, jak ważne są wysiłki na rzecz badań i prezentacji pełnego obrazu polskiej historii, wolnego od „polityki historycznej”, będącej zakładnikiem w służbie tej czy innej idei”. W podobny tonie wydano oświadczenie francuskich organizatorów. Oto fragment oświadczenia: „Chcę dodać, że niektórzy spośród nas dostali – i to nawet przed rozpoczęciem konferencji – e-maile, oraz telefony, czasem wręcz wizyty od ludzi, którzy chcieli prowokować. Pojawiły się naciski, przekleństwa, próby gróźb, słyszeliśmy określenia “kłamstwo!” na określenie prac naszych kolegów. Wiem, że wielu z Was, drodzy przyjaciele, przywykło już do tego wrzasku, który nazywa się “patriotycznym”. Na ten wrzask nie ma tu miejsca, jest to kolokwium, nie meeting. Wobec tego żądam od tych, którzy przyszli tu po to żeby bronić [polskiej] “polityki historycznej”, która neguje bezpośrednie i pośrednie uczestnictwo Polaków w mordach na współobywatelach – Żydach podczas wojny, tych którzy negują fakt mordów, przemocy, denuncjacji, rabunku, żądam, żeby opuścili salę.

Trudno zatem tę konferencję oceniać, choć moim zdaniem tytuł konferencji ma cechy zamierzonej prowokacji. Jej zorganizowanie wzbudziło kontrowersje w środowiskach polonijnych. Polish Media Issues, Światowe Porozumienie Polskich Patriotow, Polonia Institute, Coalition of Polish Americans i wiele innych organizacji zaprotestowało przeciwko jej przeprowadzeniu. I jak widać z jej przebiegu niczego pozytywnego nie przyniesie przy tak odmiennych podejściach naukowych. Czy właśnie naukowych opartych na badaniach i dokumentach, a nie na uogólnieniach. Te badania powinny być szeroko publikowane i nie pozostawiać wątpliwości jak to ma miejsce w książkach Jana Grossa. Pewne wydarzenia i okoliczności w jakich się rozegrały można przyjąć jako fakty prawdziwe. Ale wiele wątków jest niezbadanych i te są wykorzystywane w kontrowersyjnej narracji Żydów zarówno w Polsce jak i w Izraelu mówi dr Mateusz Szpytma wiceprezes IPN. Instytucja zapowiada wydanie „Polish Jews Studies” i to jest dobra zapowiedź, bo może pomóc w wyjaśnieniu wielu ludzkich historii, ale to za kilka lat. Ważne są zatem badania i oceny historyków, a nie wypowiedzi przedstawicieli rządu. Timothy Snyder w wywiadzie dla redaktora WP Michała Kostkiewicza mówi, że „z punktu widzenia państwa polskiego należałoby w każdej drażliwej historycznej kwestii – czy to żydowskiej, czy niemieckiej, czy rosyjskiej, czy ukraińskiej, traktować historię poważniej. Co to znaczy? A choćby to, że państwo powinno wspierać poważnych historyków. Niech badają źródła, ujawniają fakty”. Mówi też: „że państwo musi oczywiście prowadzić politykę zagraniczną także z krajami, z którymi dzieli je spór o historię. Ale państwo nie powinno mieszać tych dwóch rzeczy”. To wypowiedź skierowana do osób odpowiedzialnych za polska politykę zagraniczną, ale też do elit, które wg mnie rozumiały tę różnicę, ale nie miały wpływu na decyzje rządzących. Widać, jak wyraźnych strat wizerunkowych można doznać przy nieuznawaniu głosu wychodzącego z polskiej debaty publicznej.

Zatem ta ostra polemika trwa i trwać będzie, bo wykorzystywane są manipulacje. Wydawany w USA żydowski tygodnik „The Jewish Voice” opublikował artykuł o Jedwabnym zamieszczając zdjęcia z obozu w Bergen-Belsen, a nie z Jedwabnego.  Czyli ofiary niemieckiego obozu śmierci miały być ofiarami Polaków. Takie informacje idą w świat, choć zdarzają się bardziej obiektywne doceniające wysiłek Polaków w ratowaniu Żydów. Szwajcarski dziennikarz Ulrich Schmid w ‘Neue Zuercher Zeitung” napisał: „Niezliczona rzesza Żydów zawdzięcza Polakom Zycie. (…) Byłoby dobrze, gdyby świat docenił odwagę i ofiarność Polaków, a Polacy uznali swoje grzechy i podchodzili do nich z dystansem”.

Bardziej cieszą przyjazne nam głosy Żydów. Dziennikarz z Izraela Eldad Beck w rozmowie z Jędrzejem Bieleckim opowiada jaką metamorfozę przeszedł gdy zaczął wsłuchiwać się w polską narracje Holocaustu. Gdy zrozumiał skalę polskiej tragedii okresu okupacji niemieckiej. Gdy dowiedział się o Janie Karskim i zaczął czytać książki o nim. Powiedział, że ostatnio do wielu Izraelczyków dotarło, co działo się z polskim narodem w czasie II wojny światowej.

Takim właśnie niezrozumieniem naszego losu kierowałem się pisząc poprzedni artykuł: „Trudniejsze relacje między Polakami a Żydami rzucają cień na nasz kraj”. Przypominanie naszych losów jest zatem jak najbardziej wskazane. Ale w tych losach nie wszystko jest takie wspaniałe jak byśmy to chcieli widzieć. Znowuż przytoczę wypowiedź prof. Snydera: „nikt nie uzna, że Polska jest tak niewinna, za jaką się uważa. To jest niemożliwe. Ale proszę pamiętać, że to nie jest jakieś szczególne uderzenie w Polskę. Brak niewinności dotyczy każdego narodu. Każde społeczeństwo chce uchodzić za dobre, stabilne nigdy nikomu nie wyrządzające krzywd. Nie ma w tym nic dziwnego. Błędem natomiast jest uznawanie owej niewinności za główne założenie polityki zagranicznej państwa”.

Od siebie mogę dodać, że niewinności pozbawiony został premier Izraela Benjamin Natanjahu. Został oskarżony o korupcję. I to dobrze świadczy o demokracji w Izraelu. Jak się wobec tego do tych skomplikowanych wydarzeń odnosić – oto jest pytanie? Pan „MT” komentując mój artykuł „Nowe gwiazdy polityki na amerykańskim niebie” napisał, że lepiej bym się „skupił na naszej rzeczywistości i bardziej uświadamiał zaślepionych ludzi”. Jeżeli p. „MT” miał na myśli tę rzeczywistość w kraju, to na pewno można powiedzieć, że nie jest dobra dla ogólnego „zdrowia publicznego”. Naszego zdrowia, gdy ulegamy zbytnim emocjom w serwowanej propagandzie. Musimy pamiętać, że odzyskanie zdrowia przy stanie naszej służby zdrowia jest bardzo trudne.

Ale gdy p. „MT” miał na myśli tę rzeczywistość w Europie i Świecie i nasze istnienie w tych obszarach to sprawa jest poważniejsza i wszyscy musimy sobie z tego zdawać sprawę. Wskazywanie nas palcem jako źle się zachowującego chłopca do bicia może mieć straszne konsekwencje dla nas obywateli i państwa polskiego. Żyjemy w centrum Europy i powinniśmy się w niej zmieścić politycznie z wizerunkiem państwa przyjaznego, demokratycznego, szanującego wolność obywateli, wolność słowa i niezależne instytucje prawne. Państwa sprzyjającego pogłębionej integracji europejskiej. Mamy przecież za sobą dorobek europejski jakim było przywrócenie demokracji w Polsce i danie przykładu dla jej przywrócenia w innych krajach dawnego bloku wschodniego. Trzeba dodać, że Europa przegrywa w wyścigu technologicznym z rosnącymi potęgami świata, zwłaszcza w rozbudowywaniu sił militarnych jak chociażby w broni hipersonicznej, czy kosmicznej. Zatem podważanie integracji europejskiej szkodzi Europie. Oczywiście szkodzi nam też, bo jesteśmy w samym jej sercu, o czym zdaje się nie wszyscy wiedzą.

Andrzej Rzewnicki