Rachunek za wojnę cz 2

Autor – Andrzej Rzewnicki. 15 listopada 2018

Temat reparacji za straty wojenne, jakie poniosła Polska w wyniku niemieckiego ataku w 1939 r., powraca raz po raz. Jest on ciągle na ustach naszych polityków, lecz mam wrażenie albo jest słabo akcentowany, albo w niewygodnych sytuacjach przemilczany. Nie może być przemilczany tu w Pruszkowie – mieście, które było obozem przejściowym dla polskiej ludności cywilnej znanym pod nazwą Durchgangslager 121 (Dulag 121). Dźwigali oni resztki swego mienia zabranego z podpalanej przez Niemców Warszawy. Stąd widziano łuny i zdawano sobie sprawę ze świadomego niszczenia dorobku jej mieszkańców. Wprawdzie te straty na tle zniszczeń jakich dokonali Niemcy są tylko częścią ogólnych strat wojennych to jednak dokonane z premedytacją i barbarzyństwem mają symboliczny wymiar. Dlatego może w pierwszej kolejności Niemcy powinni zapłacić za straty materialne Warszawy i jej mieszkańców określone przez Urząd Miasta Warszawy w 2004 r. na sumę 45,3 miliarda dolarów według wartości tego roku. Oczywiście, ze wszelkie rozwiązania tych spraw muszą być negocjowane przez obie strony i muszą znaleźć rozwiązanie. Teraz nawet trudno wyrokować czy i kiedy takie rozmowy znajdą zakończenie. A przecież przeszkadzają w spokojnych i rzeczowych wzajemnych rozmowach na tematy bieżącej polityki gospodarczej i międzynarodowej.

Prezydent Andrzej Duda mówi „reparacje nie są tematem załatwionym”. Premier Morawiecki na jednej z konferencji o powodach ubiegania się o reparacje wojenne powiedział: „Straciliśmy z winy Niemców całą naszą przyszłość”. A jednak ostatnia okazja jaką był pobyt w Warszawie Angeli Merkel nie została wykorzystana. Angela Merkel przyjechała do Polski w związku z polsko-niemieckimi konsultacjami międzyrządowymi, którym przewodniczyła razem z premierem Mateuszem Morawieckim. Przy okazji wizyty kanclerz Niemiec spotkała się też z szefami PO i PSL. Zapytali oni o kwestię reparacji. – Merkel, odpowiadając powiedziała, że premier Morawiecki w żaden sposób nie poruszył tej kwestii.

Niech Premier nie odpuszcza tematu reparacji. mówił na łamach „Tygodnika Solidarność” mec. Stefan Hambura, Sprawę odszkodowań za poniesione straty wojenne Polska powinna położyć na stole negocjacyjnym. RFN jest następcą prawnym III Rzeszy – stwierdził.
Liczby wyglądają tak: od lat 50. XX do początku XXI wieku Niemcy wypłaciły ofiarom III Rzeszy odszkodowania w wysokości około 9,2 miliarda euro. Polski udział w tym wyniósł ok. 1,6 mld euro – to prawie szósta część całości wypłaconych pieniędzy. Jak wygląda to według dzisiejszej siły nabywczej? „Deutsche Welle” cytuje dwóch historyków, którzy zbadali temat i wyliczyli, że suma ta odpowiada mniej więcej dzisiejszym 17,8 mld Euro, a polski udział to ok. 2,6 mld euro. Polacy są, zatem na drugim miejscu wśród nie-niemieckich odbiorców odszkodowań. Na przykład w 1991 r. szczególnie poszkodowane ofiary nazistowskich prześladowań w Polsce otrzymały od rządu Niemiec 500 mln ówczesnych marek niemieckich. To wciąż tak skandalicznie mało, że wydawałoby się koniecznością powiększenie tych sum dla coraz mniejszej liczby ofiar hitlerowskiego reżimu.

W świadomości społecznej Polaków Niemcy wciąż nie zadośćuczynili nam, ofiarom ich bestialstwa. Najgorsze to, że nie przyznając odszkodowań nie próbuje się wyjaśnić tych wszystkich niedomówień i mistyfikacji jaka towarzyszy całemu procesowi domagania się odszkodowań od Republiki federalnej Niemiec. Wszak Alianci w Poczdamie zdecydowali, że Niemcy muszą zapłacić reparacje i odszkodowania wojenne. Zniszczona wojną Polska powinna być oczywistym beneficjentem. Ale nie mogła o sobie decydować. W Warszawie słuchano decyzji Stalina, który zdecydował, że Polacy dostaną reparacje wielkości 15 proc reparacji przyznanych Związkowi Radzieckiemu. Niestety do dzisiaj nie dostaliśmy obiecanych 15%. Pozytywne było tylko to, że ZSRR zrzekł się na korzyść Polski wszelkich roszczeń do mienia i wszystkich poniemieckich aktywów na terytorium całej Polski i całe niemieckie mienie na tzw. Ziemiach Odzyskanych , dostało się Polsce, jako rekompensata za ziemie wschodnie. Gdy powstało powołane przez Stalina NRD komuniści polscy w 1953 roku w specjalnym oświadczeniu zrzekli się reparacji w duchu wsparcia komunistycznej wspólnoty.

Niektórzy mówią, że wysuwać roszczenia powinniśmy do Rosji – prawnej spadkobierczyni ZSRR. Jednak z doniesień medialnych o grupie ekspertów w polskim parlamencie i wypowiedzi posła PiS Arkadiusza Mularczyka wynika, że żądania są wysuwane pod adresem Republiki federalnej Niemiec. Raport z szacunkami strat ma być gotowy na początku przyszłego roku.

Na tle tych wszystkich doniesień informacyjnych w sprawie reparacji jakie słyszymy od polskich polityków pojawiają się też głosy polityków niemieckich. Interesującą wypowiedzią był wywiad premiera Nadrenii Północnej-Westfalii opublikowany 1 października na łamach „Rzeczpospolitej”. Tytuł wywiadu „Pomówmy o rachunku za wojnę” sugeruje spełnienie oczekiwań strony polskiej dotyczącego ostatecznego wystawienia rachunku za straty Państwa Polskiego i jego obywateli podczas II wojny światowej. Z treści słów premiera Armina Lascheta jednak to nie wynika jakby to sugerował tytuł. Wprawdzie Armin Laschet jest tylko premierem Nadrenii Północnej Westfalii, to w Polsce każdy poważny głos ze strony niemieckiej w tej sprawie jest śledzony i odbierany, choć z ostrożnością, to jednak z nadzieją na dokończenie sprawy rozliczenia doznanych krzywd i strat.

Odpowiadając na pytanie Piotra Jędrzejczyka, mówi pozytywnie, że nic nie powinno tamować naszych powiązań gospodarczych. Wszyscy pamiętamy wypowiedzi Zbigniewa Brzezińskiego sugerujące trzymania się blisko Republiki Federalnej Niemiec. To nie przeszkadza moim zdaniem w rozmowach o niezapomnianych sprawach reparacji wojennych. Trzeba przyznać, że odpowiedź premiera na ten temat jest odpowiedzią nie tylko polityka, ale myślę niemieckiego obywatela. Stwierdzenie, że Niemcy muszą się zmierzyć z tym problemem, zarówno moralnie jak i w wymiarze finansowym tworzy sytuację sprzyjającą dalszym rozmowom ze stroną polską. Przyznaje, że żądania te są im znane. Nieznane jest widocznie uzasadnienie tych żądań. Przypomnienie, że Polska zrzekła się reparacji w 1953 r. jest już polityczną manipulacją.

Pisałem wyżej jak przebiegało to zrzeczenie i widzę konieczność wzmocnienia tego wątku. Wszyscy wiemy, że od zakończenia wojny do 1956 r. w Polsce rządzili sowieci, posługując się rosyjskimi doradcami wplecionymi w struktury komunistycznej władzy. Armia czerwona grasowała po lasach i wsiach, aresztując ukrywających się żołnierzy podziemia niepodległościowego. Ministrem obrony narodowej w Polsce był z rozkazu Stalina Marszałek Związku Radzieckiego Konstanty Rokossowski. Dopiero po dojściu do władzy Wiesława Gomułki i wizycie Nikity Chruszczowa opuścił Polskę i udał się do ZSRR. Zatem do 1956 r. wszystkie decyzje państwowe były decyzjami radzieckimi i dopiero od tego roku możemy mówić o państwie polskim rządzonym przez polskich komunistów. Ta wiedza, podejrzewam, jest znana panu premierowi Nadrenii Północnej-Westfalii i taka wypowiedź świadczy o manipulacji politycznej, a nie o głosie obywatela niemieckiego. Warto w tym miejscu przypomnieć zdanie użyte w programie współpracy polsko-niemieckiej „Warunkiem poznania kraju sąsiada jest wiedza i chęć nauki”. Premier niejasno rozważa roszczenia indywidualne, nie potrafiąc powiedzieć jak miałoby wyglądać takie rozwiązanie. Odrzuca tym samym rozmowy na temat reparacji wojennych, co wydaje się jest kluczowe dla zakończenia tematu żądań polskiej strony. Sprawa ta może się ciągnąć dalej, jak zadra, nie dając powodu do rzeczywistego ocieplenia wzajemnych relacji. To musi znaleźć rozwiązanie, choćby w niecałkowitym wymiarze finansowym, lecz na pewno w wymiarze symbolicznym.

Podsumowując, widzę popełnione błędy po obu stronach wzajemnych działań w zakończeniu sporu o naprawienie krzywd zadanych państwu polskiemu i jego obywatelom. Oczywiście pomijam w tych rozważaniach okres pozostawania we wrogich sobie obozach Zachodu i Wschodu i istnienia dwóch państw niemieckich, bo wpływ na wzajemne relacje polsko-niemieckie miały wtedy doktryny polityczne. Po upadku komunizmu w Polsce w 1989 r. i likwidacji NRD w 1990 r. nastąpił okres niewątpliwego zbliżenia we wzajemnych relacjach, którego owocem stał się Traktat między Rzeczpospolitą Polską a Republiką Federalną Niemiec o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z dnia 17 czerwca 1991 r. Mimo jego istnienia i rzeczywistego ożywienia stosunków polsko-niemieckich zwłaszcza w sferze gospodarczej sprawa przyznania stronie polskiej reparacji wojennych pozostaje nierozwiązana. Jest to zatem brak autentycznego zobowiązania do naprawienia krzywd wyrządzonych państwu polskiemu i jego obywatelom z powodu rzekomego zrzeczenia się ich przez Polskę. Po stronie polskiej brak zdecydowanego żądania spełnienia warunku wypłacenia reparacji wynikał moim zdaniem z poparcia Niemiec we wchodzenie Polski w struktury europejskie i stworzenia dobrego klimatu dla współpracy nie tylko gospodarczej. Jednak dla dobra sąsiedzkich stosunków sprawa ta powinna znaleźć ostateczne rozwiązanie.

Nie będę już opisywał sprawy żądań starej Polonii przyznania jej w Niemczech statutu mniejszości narodowej, a tylko krótko o tym wspomnę. Nieprzyznanie statusu mniejszości narodowej, a raczej jego nieprzywrócenie jest tolerowaniem Rozporządzenia Rady Ministrów na Rzecz Obrony III Rzeszy podpisanej przez feldmarszałka Hermana Goeringa 27 lutego 1940 r. nakazującego rozwiązanie wszelkich stowarzyszeń polonijnych oraz konfiskatę ich mienia bez jakichkolwiek roszczeń odszkodowawczych. To jest jeszcze bardziej bulwersujące.