Grupy Oporu "Solidarni" - konferencja naukowa IPN oraz Muzeum Historii Polski w SWS - lipiec 2009

Z okresu ścisłej współpracy z “Lotnym”

Część czwarta.

Z okresu ścisłej współpracy z „Lotnym” utkwiło mi w pamięci jeszcze jedno zdarzenie, a mianowicie: przed 1 sierpnia 1984 r. czerwoni przygotowywali obchody z racji rocznicy Powstania Warszawskiego, które miały odbywać się przed pomnikiem koło kościoła garnizonowego przy Pl. Krasińskich. W ramach tych przygotowań zaostrzono środki bezpieczeństwa. Kilka dni przed uroczystością tajniacy pełnili całodobowe dyżury, a dwóch regularnie spacerowało od włazu kanału do drugiego włazu. Opowiedziałem o tym „Lotnemu” na cmentarzu podczas spotkania 1. sierpnia, kiedy odbywało się tradycyjne składanie kwiatów na grobach. Zapamiętałem wtedy dobrze reakcję „Lotnego”; najpierw zadumał się, a potem powiedział: „Ciekawe, ciekawe – to bardzo dobrze, bo to znak, że się was boją”.

W okresie intensywnej współpracy z „Alkiem” pozostały mi w pamięci jeszcze następujące zdarzenia:
a) beztroskie zorganizowanie przez władze Regionu lokalu (na Powiślu?), w którym spotykali się w tym samym czasie bardzo różni ludzie (był tam m.in. pracownik zajezdni tramwajowej, z którym potem spotykałem się na zebraniach w jego domu przy stacji WKD w Rakowie – nazwisko?, pseudonim?), a w szafie wisiały mundury milicyjne oraz wojskowe. Po moich krytycznych uwagach „Alek” zlikwidował ten lokal. Nie pamiętam kto w tym brał udział.
b) drugim przejawem beztroski było nocne zebranie, na które zaprowadził mnie „Alek” z Anką Lasocką (wieżowiec w rejonie ul. Grzybowskiej?). Znowu tłum ludzi w jednym miejscu i w tym samym czasie. Zaproponowałem wtedy rozbudowę działu informacji defensywnej i intensywnej dla potrzeb tzw. „szeptanej propagandy”. Prowadzącemu zebranie pomysł spodobał się (nie pamiętam pseudonimu?), ale do realizacji nie doszło. Przy poparciu Regionu można było zrobić wiele w tej materii, bo i bez tego poparcia udało się dokonać takich inspiracji, jak np. przekonanie pułkownika, aby terroryści z Bliskiego Wschodu, szkoleni k/Nowego Miasta nad Pilicą, złożyli wieniec z okazji Powstania w Gettcie Warszawskim, czym skompromitowali rząd Jaruzelskiego.
c) przypuszczam, że przywódcy Regionu chcieli za wszelką cenę doprowadzić do strajku generalnego i ten pomysł przysłonił im możliwość innych działań. Poderwanie ludzi do strajku nie było łatwe, bo społeczeństwo było zastraszone i obawiano się różnorodnych form represji. Postanowiłem wykorzystać wiadomości zawodowe Andrzeja Rotowskiego z zakresu zasilania trakcji elektrycznej w rejonie węzła warszawskiego, aby był to strajk wymuszony. Ustaliliśmy w terenie miejsca wyłączenia prądu: 3 na trasie WKD oraz w Gołąbkach (jedno), w rejonie Zielonki (dwa) oraz po jednym k/Tłuszcza, Rembertowa i Wawra. Przekazałem te dane do Regionu (przez „Alka”?, Zbyszka Lewandowskiego?) i czekałem na podanie terminu wyłączeń przygotowując z Andrzejem Rotowskim odpowiednie ekipy. Niestety, nie doczekaliśmy się odpowiedzi (nawet negatywnej).
d) podczas współpracy z „Alkiem” byliśmy zdegustowani odebraniem nam akcji wyprowadzenia ze szpitala przy ul. Banacha rannego drukarza, Janka Narożniaka, którego pilnowali UB-cy.

Nie byłem zorientowany ile osób miało być zaangażowanych w tej akcji, ale „Alek” otrzymał plan szpitala; „Alek” wykonał fotografie całego budynku, na których oznaczyliśmy wyjścia. Zdobyłem też perukę bruneta i okulary dla charakterystyki pacjenta. Rano, w dniu akcji „Alek” miał zamówić taksówkę po chorego pod szpital, a ja na dalszy kurs pod dawnym Dworcem Głównym, ale nie znałem dalszego miejsca przeznaczenia. W dniu akcji „Alek” pojawił się w moim Instytucie z informacją, że zadanie uwolnienia przekazano innej grupie. Wydawało mi się to o tyle nielogiczne, że o tak trudnej akcji powinno wiedzieć jak najmniej ludzi ze względu na konieczność zachowania tajemnicy. Z uwagi na udokumentowanie tej akcji powinno się przewertować akta IPN, aby zorientować się, jacy lekarze brali w tym udział i jakie były w konsekwencji represje. Taki sam bałagan zaistniał podczas stawiania „gadały” koło Kolumny Zygmunta (czy też na Starym Mieście na Rynku – nie pamiętam już). Może po zebraniu wspomnień innych kolegów z Grup Oporu i danych z IPN uda się wyjaśnić te nieporozumienia lub celową dezinformację. e) wiosną lub latem 1982 roku służba więzienna znęcała się nad więźniami w Bydgoszczy. Udało się ustalić ok. 10 adresów oprawców i dokonać wizji lokalnej; były kupione już bilety. W dniu wyjazdu pojawił się u mnie „Alek” z bardzo ponurą miną; nic się nie odzywał tylko machnął ręką. Pomyślałem, że zdradził ktoś z informatorów. Dopiero po paru kieliszkach nalewki powiedział, że Region odwołał akcję, która według nich była przejawem terroryzmu. A mieliśmy za poradą „Lopka” tylko ogolić głowy żonom oprawców wraz zapewnieniem, ze będziemy golić je regularnie, dopóki ich mężowie nie przestaną się znęcać nad więźniami.
W okresie współpracy z „Alkiem” naraziłem się memu przyjacielowi ze studiów (Maciejowi Gromadzkiemu, kierującemu Stacją Ornitologiczną PAN w Górkach Wschodnich pod Gdańskiem), do którego posłałem młodego człowieka. A było to tak: „Alek” zapytał czy mam w rejonie Trójmiasta pewnych ludzi, którzy przenocują kuriera od Zbigniewa Bujaka do stoczni. Nie podałem adresu Marty Piszczatowskiej (w Gdyni k/starego kościoła), bo wiedziałem, że w jej lokalu odbywają się spotkania konspiracyjne. Lepszym miejscem na nocleg (noclegi) wydawała się stacja ornitologiczna, do której mogli przyjeżdżać ornitolodzy obrączkujący ptaki. Maciej przyjął tego kuriera, ale po czasie powiedział mi, żebym nie przysyłał takich ludzi. Miał on czerwoną kurtkę, więc ubiór niepotrzebnie rzucał się w oczy; pochwalił się tym, że ma pistolet gazowy i udaje się do stoczni – czego nie powinien robić. Takie zachowanie wskazywało na „Wariata”, ale sprawdziłem i nie był to on. Maciej sprawdzał swoimi kanałami konspiracyjnymi w Stoczni tego człowieka i okazało się, że nikt w tym czasie do nich z Warszawy nie przyjeżdżał. Może to moje zbytnie przeczulenie na punkcie bezpieki, ale odebrałem ten fakt jako próbę inwentaryzacji ludzi, którzy są potencjalnymi konspiratorami.
Pewnego dnia przyjechał do mnie Teoś i analizowaliśmy poruszane tu problemy. Doszliśmy do wniosku, że z uwagi na słaby przepływ informacji między „górą” Regionu a Grupami Oporu i wynikające z tego nieporozumienia istnieje konieczność większego uniezależnienia się Grup Oporu od władz Regionu. Powstała wtedy koncepcja utworzenia Oficyny Wydawniczej (Teoś nazwał ją „Rytm” – od rytmu serca normalnego człowieka, który chce pogrzebu komuny). Pieniądze pochodzące z darowizn i publikacji miały być przeznaczone nie tylko na utrzymywanie Oficyny Wydawniczej, ale również wspomagać działalność Grup Oporu, bo dotacje z Regionu były znikome. Początkowo mieliśmy umieścić drukarnię na peryferiach Milanówka u mojego przyjaciela z Instytutu – Zbyszka Świrskiego. Podczas podjęcia ostatecznej decyzji i rozpytywania o sąsiadów, okazało się, że jeden z nich jest niepewny i może stanowić zagrożenie. Wprawdzie Teoś zaproponował mi wcześniej prowadzenie archiwum zawierające działalność Grup Oporu oraz informację defensywną dla potrzeb tych Grup, ale wobec braku lokalu na drukarnię zgłosiłem chęć ulokowania jej w moim domu. Akurat w tym czasie maszyna do druku „Tygodnika Mazowsze”, którą otrzymałem z Podkowy Leśnej nie wróciła do mnie po remoncie i wstawiono ją bez poinformowania mnie do Milanówka (potem okazało się, że obawiano się przecieku ze strony moich najmłodszych synów). Teoś też początkowo wahał się, bo najmłodszy syn miał wtedy 5 lat. Lokalizacja domku wolno stojącego z garażem przy małej ulicy była jednak argumentem, który zadecydował o wyborze miejsca na drukarnię w moim domu.

Koniec części czwartej
Bolesław Andrzej Jabłoński, ps. „Brok II”, „Omega”, „Profesor”