Spotkanie autorskie

Serdecznie zapraszamy na spotkanie autorskie

z Grzegorzem Gołębiowskim.

Autorem książek Dziedzictwo i Cień przeszłości.

Rozmawiać będziemy o jego najnowszej powieści Dług krwi.

Spotkanie odbędzie się 6 lutego 2020 w godzinach 18:00 – 20:00

w Bibliotece Publicznej w Ożarowie Mazowieckim,

mieszczącej się przy ul. Szkolnej 2, 05-850 Ożarów Mazowiecki

 

Śmierć syna ożarowskiego przedsiębiorcy to zaledwie początek serii zbrodni. Gdy ofiar przybywa, a śledztwo nie przynosi efektów, do sprawy dołącza znany genealog i specjalistka od cyberprzestępstw. By złapać mordercę będą musieli odkryć rodzinne tajemnice z przeszłości.

Nie każdy wie, że po przodkach możemy odziedziczyć nie tylko wygląd i sposób bycia, ale także lęki i… chęć zemsty! Bohaterowie Długu krwi, łącząc umiejętności policyjne, informatyczne oraz psychologiczno-genealogiczne natrafiają na pewien trop w śledztwie dotyczącym morderstwa milionera i jego syna. Czy rodzinna klątwa mogła rozbudzić najgorsze instynkty?

Alan Jakman, redaktor naczelny kwartalnika genealogicznego More Maiorum

 

Serdecznie zapraszamy do uczestnictwa w wydarzeniu. Na miejscu będzie również okazja by porozmawiać z autorem.

 

Wojciech Grzegorczyk – Wydawnictwo Novae Res – https://www.facebook.com/events/192313981911368/

—————————————————————————-

Obszerny fragment książki. 

Rozdział 1
Starszy aspirant Jakub Luty siedział w wysłużonym już, służbowym, srebrnym peugeocie 307. Czekał na swoje­go partnera aspiranta Daniela Borowczaka. Szef kazał im zająć się sprawą zwłok, które znaleziono w Oża­rowie Mazowieckim. Istniało wysokie prawdopodo­bieństwo zabójstwa, stąd sprawa trafiła do Komendy Stołecznej Policji. Na parkingu komendy panował spo­kój. W powietrzu unosiły się toksyczne substancje, których źródłem były spaliny wylatujące z rur porusza­jących się po Warszawie pojazdów wymieszane z pyłka­mi roślin, których kwitnienie się rozpoczynało. Jakub włączył radio. W Zetce leciały właśnie wiadomości. Jakub skierował swój wzrok na otwierające się drzwi. Pojawiła się w nich rozradowana twarz jego partnera.
– Cześć – rzucił na powitanie Daniel. Niemal od razu po tym zmrużył oczy, wykrzywił w przedziwnym grymasie twarz i kichnął.
– Cześć! – Jakub otaksował go wzrokiem. – A ty myślisz, że zawsze będę na ciebie czekał? Miałeś być za piętnaście minut. A minęło… – spojrzał na zega­rek – prawie czterdzieści. Nie potrafisz się nie spóź­nić? Kiedyś miarka się przebierze i odjadę bez ciebie – dopowiedział, starając się, żeby zabrzmiało to jak śmiertelna groźba.

– Nie złość się. – Daniel próbował udobruchać swojego kompana. Przekrzywił głowę jak pies wsłu­chujący się w słowa swojego pana. Jego komiczne wybryki nie przynosiły jednak efektu. – Musiałem opróżnić zbiorniki przed podróżą – rzucił.

– Daruj sobie. Nie wymyślaj kolejnej historyjki. Ostatni raz czekam – podsumował Kuba i odpalił sil­nik. – Znasz drogę do Ożarowa?

– Znam.

Ruszyli na zachód. Jadąc według wskazówek Daniela, wkrótce znaleźli się na przedmieściach Oża­rowa Mazowieckiego.

– Mamy dojechać do stawu za cmentarzem w Ołtarzewie – odezwał się Jakub.

Aluzju poniał. Będę dalej robił za nawigację – rzu­cił Daniel. Doprowadził ich po chwili na miejsce.

Przy wąskiej drodze stało zaparkowanych kilka samochodów. Radiowóz miejscowego patrolu policji, karetka oraz wozy techników. Wszystko wskazywało na to, że nie pojawił się jeszcze prokurator. Kuba i Daniel wysiedli z samochodu i rozpoczęli lustrować otoczenie. Nie zdążyli jeszcze podejść do pracujących techników, gdy tuż za nimi z piskiem opon zatrzymała się grana­towa honda civic. Wysiadła z niej elegancka kobieta po czterdziestce. Miała na sobie garsonkę, niemal w takim samym kolorze jak jej samochód, a pod nią białą bluzkę. Jej wzrok spoczął na Jakubie. Wyciągnęła rękę.

– Dzień dobry. Nazywam się Eliza Walczak. Jestem prokuratorem. Co mamy?

Obaj omietli ją wzrokiem. Kobieta robiła na nich wrażenie. Jakub Luty przez chwilę skrzyżował spoj­rzenie z Elizą Walczak. W jej oczach dostrzegł inteli­gencję i fachowość, ale i stanowczość.

– Dzień dobry. – Kuba uścisnął wyciągniętą do niego dłoń. – Starszy aspirant Jakub Luty, Komenda Stołeczna. A to mój partner – wskazał skinieniem gło­wy – aspirant Daniel Borowczak. Przyjechaliśmy tuż przed panią. Jeszcze nie zdążyliśmy się rozejrzeć.

Eliza Walczak ze zrozumieniem pokiwała głową.

– No to zróbmy to razem – oznajmiła. To zdanie przekazywało jednoznaczną informację o tym, kto tu rządzi. – A pan co taki zapłakany? – zwróciła się do aspiranta Borowczaka, który rzeczywiście wyglądał podejrzanie.

– To przez te pyłki. Jestem na nie uczulony – odpo­wiedział ze łzami w oczach.

Walczakowa milcząco przyjęła wyjaśnienie do wiadomości. Ruszyli wydeptaną ścieżką w kierunku stawu. Po obu jej stronach rosła dawno niekoszona trawa. Biorąc pod uwagę, że prowadziła do małego pomostu, częstymi gośćmi musieli tu być wędka­rze. Nad brzegiem policjant w mundurze trzymający w ręku notes stał obok mężczyzny. Leżący na ziemi ekwipunek potwierdzał wcześniej poczynione spo­strzeżenie. Przychodził tu na ryby.

– Dzień dobry. Prokurator Eliza Walczak – zwró­ciła się do mundurowego, a następnie do mężczyzny stojącego obok: – Czy to pan znalazł zwłoki?

Obaj mężczyźni podnieśli wzrok. Wędkarz o wzro­ście nieprzekraczającym metra siedemdziesięciu miał pomarszczoną twarz. Na pierwszy rzut oka trudno było określić, ile ma lat, ale z pewnością mógłby zapisać się na Uniwersytet Trzeciego Wieku. Bez wątpienia przekro­czył wiek uprawniający go do wystąpienia o emeryturę.

– Tak – odparł zachrypłym od nikotyny głosem. – Przyszłem tu dziś pomoczyć kija i żem się natknął na coś pływającego. Dźgnąłem to coś, aż, gdy zorien­towałem się, że to ludzkie zwłoki, to szybko żem zadzwonił po policję. Nie było widać głowy ani żad­nych kończyn. Pływał, jakby robił koci grzbiet. – Z jego wypowiedzi biła szczerość i przejęcie.

– Dziękujemy. Zaraz z panem jeszcze porozma­wiam. – Kuba postanowił odnotować swoją obecność i przejąć inicjatywę. – Starszy aspirant Jakub Luty – przedstawił się. – Będę prowadził dochodzenie w tej sprawie. Czy spisał pan dane pana… – zwrócił się do policjanta w mundurze, ale pierwszy odpowiedzi udzielił starszy mężczyzna.

– Władysław Cichoń. Nazywam się Cichoń – powtórzył jakby dla pewności.

– Tak, panie aspirancie. Zapisałem – potwierdził policjant.

Pani prokurator Walczak przyjęła ze zrozumie­niem wtrącenie się Kuby do rozmowy. Zresztą zain­teresowana już była czym innym.

– Gdy pan skończy – zwróciła się do Lutego – pro­szę do mnie podejść. Chciałabym z panem zamienić kilka słów.

– Oczywiście, pani prokurator – odpowiedział i jednocześnie rzucił porozumiewawcze spojrzenie Danielowi, który z pewnym zakłopotaniem przyglą­dał się poczynaniom partnera.

Eliza Walczak oddaliła się do pracujących nieopo­dal techników kryminalistycznych. Kuba z Danielem odpytali jeszcze świadka o ich zdaniem istotne kwe­stie i po chwili dołączyli do pani prokurator rozma­wiającej z pracującą ekipą.

Na ziemi leżały zwłoki związanego mężczyzny. Miał na sobie jedynie spodenki i T-shirt. Nie mieli co liczyć na dokumenty pozwalające na łatwą identyfika­cję. Lekarz relacjonował swoje spostrzeżenia.

– Ciało leżało w wodzie około tygodnia… – W tym momencie lekarzowi wszedł w słowo aspirant Luty.

– Nasz świadek twierdzi, że przychodzi tu prak­tycznie codziennie. Był wczoraj i przedwczoraj, co może oznaczać, że zwłoki wypłynęły właśnie dzi­siaj – dopowiedział, a lekarz pokiwał głową. Proku­rator Walczak tym razem rzuciła karcące spojrzenie w stronę Jakuba.

– To potwierdza mój wniosek – kontynuował medyk. – Książkowo w tej temperaturze wody zwłoki wypływają po około tygodniu. – Wziął głęboki oddech i kontynuował: – Trudno określić przyczynę zgonu. Tę poznacie państwo dopiero po sekcji. – Spojrzał na stoją­cych wokół niego policjantów i panią prokurator. – Teraz mogę tylko powiedzieć, że widać wyraźne otarcia skó­ry na szyi, nadgarstkach i wokół kostek. Sądzę, że deli­kwent został związany za życia. Niewykluczone, że wrzucono go do wody, gdy jeszcze żył.

-… –