Syn byłego więźnia Auschwitz nr 111912 przerywa milczenie …

Zabieram ponownie głos wobec stale nagłaśnianej narracji o Holokauście, i stanowczo ponownie zaznaczam, że KL Auschwitz był zakładany przez Niemców dla Polaków w 1940 r., i pierwszymi więźniami oraz ofiarami tej „fabryki śmierci” byli, Polacy – przywiezieni z Tarnowa 14.06.1940 r.! Dopiero od 1942 r. przywożono do tego obozu więźniów innych narodowości – z okupowanej przez hitlerowców Europy i od tego czasu zaczął się Holokaust!

Mam 85 lat, utrwalam od 2000 roku pamięć o ofiarach hitlerowskiego zniewolenia i śmierci w tychże hitlerowskich obozach koncentracyjnych (nie tylko w Auschwitz). Pracuję po 14 do 16 godzin codziennie nad opracowaniami o golgocie byłych więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych. Nie mam w związku z tym prywatnego życia. Nie otrzymałem jak dotychczas żadnego dowodu wdzięczności za to co robię i nie upominam się o nie – gdyż robię to dla TYCH, którzy złożyli ofiarę życia w walce o wyzwolenie Ojczyzny (a między nimi był mój Ojciec i wujek). Wykonawszy przez 20 lat – 20 opracowań, ani razu nie występowałem o honorarium za wykonane opracowania, zabiegając jedynie w różnych instytucjach o wsparcie na druk książki. I tutaj zadaję zasadne pytanie, dlaczego dyrekcja Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau nie inspiruje takie osoby jak ja do tego typu opracowań, a wręcz ignoruje i utrudnia dokumentowanie losów więźniów w tymże Auschwitz!

Pierwszy mój przyjazd do Muzeum Auschwitz miał miejsce w 1949 r. (a więc w dwa lata od założenia Muzeum), gdy przebywając na kolonii letniej zorganizowanej w Goczałkowicach przez Oddział ZBoWiD w Rybniku, kierownik kolonii zorganizował nam dzieciom po byłych więźniach – wyjazd do Muzeum w Oświęcimiu.
Przyjazd do miejsca gdzie zamordowano mojego Ojca, a także tysiące innych więźniów było dla mnie wstrząsającym przeżyciem.

Egzekucja na „ścianie śmierci” na dziedzińcu między „Blokiem 10” a więzieniem obozowym „Blokiem 11” w obozie głównym. Rysunek byłego więźnia Władysława Siwka. Fot. za: kiga-berlin.org

W doroślejszym już wieku, ilekroć przybywałem do Muzeum – pod Ścianę Straceń, przypominała mi się cytat wyczytany w relacji byłego więźnia Józefa Kreta, który stał pod Ścianą Śmierci i cudem uniknął rozstrzelania. Stwierdził on: „Jakże pragnie się żyć w tym momencie! Okropna świadomość, że za chwilę będzie trzeba rozstać się ze wszystkim, z czym związało się życie od kolebki po dzień dzisiejszy – paraliżuje myśl. Porażone nagłą rozpaczą serce nie jest zdolne w tej chwili do żadnych uczuć poza tęsknotą za wszystkim, żalem do wszystkiego”
Od owego pierwszego przybycia do Auschwitz, przyobozowa ziemia Oświęcimia jest dla mnie ziemią świętą. Leżą na niej rozsypane prochy tysięcy więźniów zamordowanych w KL Auschwitz-Birkenau, a następnie spalonych w obozowych krematoriach. Ich popioły rozsypywane były na pobliskich polach, wywożone oraz topione w stawach i rzekach, a także wsypywane do dołów spaleniskowych.
Nie ulega wątpliwości, że cały terenu obozowy byłego KL Auschwitz – zaznaczam cały teren przesiąknięty jest krwią katowanych i rozstrzeliwanych więźniów, a co jednoznacznie stwierdzali byli więźniowie. Śmierć była stałym zagrożeniem dla osadzonych w obozie od momentu jego powstania i przywiezienia pierwszego transportu polskich więźniów politycznych z Tarnowa w dniu 14 czerwca 1940 r., aż do ostatnich chwil funkcjonowania tej „fabryki śmierci”, gdy więźniowie skazani byli na swoją golgotę, do ewakuacji w styczniu 1945 r. pod nadzorem hitlerowskich oprawców – w marszach ewakuacyjnych, zwanych „Marszami Śmierci”!
Zdjęcie moich opracowań książkowych:

Ponieważ „ośmielam się” krytykować to co się w Muzeum zarządzanym przez obecną dyrekcję dzieje, dla przykładu – gdy w 2019 r. zwróciłem się do Fundacji Oświęcimskiej z prośbą o finansowe wsparcie kwotą 6 tyś. książkę: „Duchowieństwo Ofiary Niemieckiego Zniewolenia”, takie wsparcie zostało mi odmówione. Uczyniła to Fundacja Oświęcimska która ma wspierać (pomijając słowo inicjować) opracowania związane z męczeństwem w Auschwitz!!!
Od 2006 r., od objęcia stanowiska przez Pana Cywińskiego, – kultura, obyczaje i dobra atmosfera dla pracowników tego Muzeum przeobraziła się w wyczuwalny terror. Żadnemu dyrektorowi zarządzającemu wcześniej tym Muzeum, przez myśl nie przyszło opowiadanie o zwiększaniu „przepustowości” zwiedzających, kosztem ograniczenia dostępu do eksponatów po zbrodniach w KL Auschwitz.
Jak w ogóle można wprowadzać w nawiązaniu do Muzeum Auschwitz tego typu pojęcia „przepustowość” – by jak najwięcej osób „przelatywało” przez to największe cmentarzysko świata, mając ograniczony dostęp do narzędzi zbrodni, do eksponatów, zachowanych dla przyszłych pokoleń, które nie potrafią sobie wyobrazić, jakim metodom zabijani byli więźniowie.

Tak trudno to zrozumieć obecnym decydentom Państwowego Muzeum KL Auschwitz-Birkenau???

Może chodzi o tak „nowoczesne” tworzenie wystaw jak zrobiono to z salami na parterze bloku 11, gdzie przed śmiercią więźniowie oczekiwali na śmierć, zastępując prycze banerami. Pomieszczenia te obecnie się omija, bo nie stanowią źródła zainteresowania, i zwiedzający omijając te sale wychodzą wprost na dziedziniec bloku 11. A może chodzi o takie udoskonalanie eksponatów jak zrobiono to w Birkenau – wykonując prace remontowe w jednym z baraków. Byli więźniowie nie mogą się pogodzić jak można było (za duże pieniądze) wykonać coś tak prymitywnie zacierającego warunki bytu w tym obozie.

Zwiedzający ten odnowiony barak (nie więźniowie, i młodsze pokolenie) stwierdzają, że skoro w takich warunkach więźniowie przebywali, to nie powinni narzekać na warunki bytu w tak wspaniale zorganizowanym miejscu pobytu więźniów.
Przypomina mi się wyjazd i zwiedzanie KL Dachau (w 2007 r.), gdzie zginęło tak dużo księży, a gdzie udostępniono barak zwiedzającym w jakim więźniowie przebywali, a którego wszystkie drewniane elementy (prycze, szafki, stoły, ławy, taborety) zostały wymalowane bezbarwnym lakierem. Kojarzyło się to z luksusem w jakim przebywali osadzeni i prostym stwierdzeniem „nie było tak źle, jak to opisują!
Podkreślam – poprzednim dyrektorom a także więźniom tworzącym to Muzeum KL Auschwitz w 1947 r. chodziło o przekazanie zwiedzającym maksymalną ilość eksponatów udowadniających gehennę więźniów, zaś obecnie te eksponaty zaczyna się ograniczać, zastępować wymyślnymi banerami, nijak nie pasującymi do takiego miejsca masowych zbrodni! Chodziło o to, by zwiedzającym pokazać jak najwięcej eksponatów (bardzo mocno działających na wyobraźnię).
Tak sobie myślę, że studia starają się studentom przekazywać mądrość, ale nie nauczą wrażliwości – wrażliwości tak potrzebnej historykom i w tak wyjątkowym miejscu pracy!
Czy to trudno jest zrozumieć, że byli więźniowie urządzając to Muzeum KL Auschwitz, kierowali się przekazaniem zwiedzającym możliwie bardzo autentycznie eksponatów służącym SS-owskim sadystom do zadawania bólu i śmierci. Zaznaczam jednocześnie, że sadyści formacji SS, znęcali się nad więźniami w majestacie absolutnej bezkarności. Sadyzm i metody mordowania były nie ograniczone żadnym prawem – stosowano bezkarnie taką formę znęcania się nad więźniami, jaką mogli wymyślać SS-owscy oprawcy.
Nie może być usprawiedliwieniem, że osoba urodzona po wojnie (w 1972 r. i wychowująca się poza granicami Polski w latach1982-1993) nawet z wykształceniem historycznym mając odpowiednią wiedzę co działo się w Auschwitz, jak mordowano ludzi w tej „Fabryce Śmierci” w latach 1940-1945 – ma prawo zniekształcać wiedzę o KL Auschwitz, o tym jak mordowano tu Polaków?
Były więzień Jerzy Ptakowski, w wydanej książce „Oświęcim bez cenzury i bez legend” w taki to sposób wprowadza nas do wspomnień o pobycie w jednym z kilku obozów w jakich przeżywał swoją golgotę:
[…] Oświęcim to otchłań. Ciągnie w głąb wspomnieniami wszystkich, którzy nad tą przepaścią zawiśli. Trudno było przenieść na papier przeżycia obozowe, gdy rany krwawiły. Jeszcze trudniej dziś, gdy rodzą się pytania, czy przeżycia te były rzeczywistością czy tylko koszmarnym snem. Nie dziwię się, że są ludzie, którzy w istnienie obozów nie chcą wierzyć. Próbują w ten sposób uspokoić sumienie, które nie pozwala się uśpić.

Bądźmy, proszę, cierpliwi i wyrozumiali wobec okaleczonych, półżywych, wyziewami krematoriów zatrutych, gdy wspominają przeszłość. Jest nas już tak niewielu! Cztery miliony naszych kolegów zmarłych, zagazowanych i zamęczonych w oświęcimskiej katordze już ust nie otworzy. Jęk ich zatrzymał się w widłach Soły i Wisły. […]

Dr Franciszek Piper, historyk i emerytowany Kierownik Działu Badawczego z Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, który żegnał zmarłego a wieloletniego dyrektora Muzeum w Oświęcimiu – Kazimierza Smolenia w imieniu pracowników tego Miejsca Pamięci, powiedział jakże znamienne słowa, że odszedł kolejny człowiek z rocznika Jana Pawła II:
– „Dla tego pokolenia patriotyzm nie był politycznym frazesem, lecz integralną częścią osobowości. […] Ojczyzna nie była sumą należnych świadczeń, lecz […] wielkim, zbiorowym obowiązkiem. Pokolenie to, wolnej międzywojennej Polski zdało trudny egzamin z patriotyzmu i zapłaciło za to wysoką cenę: życia i śmierci”.
Wystarczy więc zapoznać się z tym, co śp. Kazimierz Smoleń miał do powiedzenia na temat KL Auschwitz.
Tysiące prostych ludzi, robotników, krawców, szewców, harcerzy, księży i także wykształconych – inteligentów, wobec rozpoczynającego się w 1939 r. terroru w okupowanej Polsce nie schroniła się za granicą i nie wywiozła tam swoje rodziny by ochronić się przed unicestwianiem Polaków, lecz stanęła do walki o oswobodzenie Ojczyzny przypłacając to przelaną krwią i życiem. To po prostu byli patrioci!

Jerzy Klistała, syn więźnia nr 111912 zamordowanego w KL Auschwitz.

Ilustracja tytułowa: Teren byłego obozu niemieckiego obozu zagłady KL Auschwitz-Birkenau / Jacek Bednarczyk /PAP

https://www.polishclub.org/2021/01/09/syn-bylego-wieznia-auschwitz-nr-111912-przerywa-milczenie/?fbclid=IwAR1E-y7XAqi5A2v4IHOk9tR-6iisWD2gwPs4Yxc7KcnFBHSqQzfYXegpB8w