Pożegnanie z Wilnem – Postscriptum

Przeglądając z zaciekawieniem komentarze Czytelników do moich wspomnień o Wilnie, poczułem się zobowiązany do rozszerzenia ich o bardzo istotną kwestię, o próbę odpowiedzi na pytanie, dlaczego moja rodzina, jak i większość wyjeżdżających z Wileńszczyzny Polaków, nie została na miejscu, aby bronić swego prawa do Ojcowizny? Był to bardzo trudny czas i bardzo skomplikowane przyczyny podjęcia ostatecznej decyzji: zostać, czy wyjechać?

Jako 10-cio letni uczestnik tamtych wydarzeń, mogę tylko opowiedzieć jak moi rodzice i dziadkowie podchodzili do sprawy i podjęli określone decyzje. I tak, dziadek ze strony Ojca, od pokoleń mieszkający na Litwie Kowieńskiej, prowadził tam duże gospodarstwo rolne, był obywatelem Litwy, w ogóle nie rozpatrywał możliwości wyjazdu. Natomiast babcia ze strony Mamy, obywatelka Polski, u której mieszkaliśmy w czasie wojny, miała na przedmieściu Wilna dom i gospodarstwo ogrodnicze, mocno związana z córką i wnukami, podjęła decyzję o wspólnym wyjeździe.

W przypadku mojej rodziny, to obawa o bezpieczeństwo była decydującym o wyjeździe czynnikiem. Ojciec obawiał się aresztowania (jak w roku 1940), a starszy brat (18 lat) wcielenia do Armii Czerwonej oraz wysłania w “pieredawuju” (pierwszą linię frontu). Dlatego też, obaj korzystając z nadarzającej się okazji, zgłosili się do Wojska Polskiego (Berlinga) i w końcu 1944 roku wyjechali do Polski. Ojciec po zadomowieniu się w nowych warunkach miał ściągnąć pozostałą rodzinę (doszło do tego w maju 1946 roku). Natomiast babcia, wyjazd traktowała jako przykrą, ale chwilową konieczność wojenną, która zniknie po jej zakończeniu i wszystko wróci do normalności, a prawo własności będzie przestrzegane jak dawniej.

Zgadzam się z sugestią jednego z Czytelników, że ciekawe byłoby poznanie opinii o poruszanych tu sprawach ze strony Polaków pozostałych mimo wszystko na Wileńszczyźnie. Zachęcam do zabrania głosu na naszym portalu.

Na zakończenie, nie mogę nie wspomnieć za J. Mackiewiczem:

Tuśmy wzrośli od wieków, w tę ziemię wileńską i nikt jej obrazu z serca wyrwać nie jest w stanie…

J. Czarniawski styczeń 2020 roku