Inne zajęcia. Ostatni odcinek opowieści dr Bolesława Jabłońskiego

Część siódma i ostatnia opowieści dr Bolesława Jabłońskiego.

Inne zajęcia
– Między 1983-1985 otrzymywałem od Teosia paczki do Krakowa, bo jeździłem tam do redakcji Acta Zool. Crac. Niektóre z nich zawierały „skunksy” (Teoś uprzedzał mnie o ich obecności w paczkach), o zawartość innych nie pytałem. Przewiezienie jednej z paczek zostało wstrzymane przez „Alka” (lato 1983?), a jej zawartość miałem „zadołować”; znajdowało się w niej 6 petard o długości ok. 30 cm. Izolowane od wilgoci przeleżały dwa lata pod psią budą i zabrał je potem „Wariat”.
– Współorganizowanie z Małgorzatą Barbasiewicz, moim najstarszym synem i jego kolegami z oazy przy naszej kaplicy w Otrębusach spotkań patriotyczno-religijnych (np. Polskie Sierpnie – Śmierć R. Traugutta, Cud nad Wisłą, Powstanie Warszawskie, utworzenie „Solidarności”). Spotkania te odbywały się w naszej kaplicy, dzięki współpracy z ks. Andrzejem Lepianką.
– Razem z „Lopkiem” porządkowałem archiwum „Lotnego” z jego upoważnienia przed śmiercią.
– W drugiej połowie lat 80. wyjeżdżałem do środowisk polonijnych i katolickich z „bibułą” i książkami z drugiego obiegu oraz Pismem Świętym, katechizmami, książeczkami do nabożeństwa i medalikami (Ukraina, Białoruś, Rosyjska Republika Federalna, Litwa). W Wilnie spotkałem się z opozycją w katedrze św. Kazimierza, ponieważ niektórzy przywódcy „Solidarności” usiłowali się porozumieć z Litwinami ponad głowami tamtejszych Polaków i moim zadaniem było zebranie dla Polaków interesujących wiadomości.
– W roku 1988 byłem współzałożycielem, a następnie też drukarzem niezależnego biuletynu o stanie ochrony środowiska (SOS – Serwis Ochrony Środowiska). Biuletyn miał nie tylko informować o stanie środowiska w Polsce, ale także przygotować kadry pracowników w ramach tzw. „gabinetu cieni”. Biuletyn drukowany był z naszych prywatnych pieniędzy jeszcze w roku 1994, bo byliśmy srodze zawiedzeni sytuacją po okrągłym stole. Brak możliwości przekazania naszej wiedzy oraz czynnego włączenia się w przemiany zachodzące w Polsce, a także niepowodzenia w działaniach zatrzymania niekorzystnych dla społeczeństwa prywatyzacji, wreszcie moje dwa pobyty na oddziałach kardiologii, śmierć Michała Falzmana i utrata pracy – spowodowały, że wycofałem się zarówno z redagowania S.O.S. jak i wszelkich innych działań.
Na zakończenie pragnę wymienić osoby, których nie wymieniłem wcześniej, a które pomagały w pracy konspiracyjnej. Czasami świadczyły one tylko jednorazowe uprzejmości, ale kontakt z nimi umożliwiał rozbudowę struktur podziemnych i pozwalał trwać w oporze. Lekarz z wypraw wysokogórskich Jan Serafin, ortopeda ze szpitala na ul. Lindleya. „Alek” dostarczył do niego Huberta Kropielnickiego, któremu założono gips na zdrową rękę, aby zwolnić go z jakiejś prorządowej uroczystości szkolnej i umożliwić rzucanie ulotek dr Ewa Kopicz-Kamińska ze Szpitala Psychiatrycznego w Tworkach. zbierała ona dane o zgonach ludzi, do których nie mogła dotrzeć pomoc lekarska na skutek wyłączenia telefonów i braku komunikacji na początku stanu wojennego. Ukrywała ona chłopców z Grup Oporu, którym groził pobór do wojska, a którzy byli mocno zaangażowani w pracę konspiracyjną (np. Tomek – „Wariat”). Mnie do niej też ktoś skierował dla zapewnienia BHP (wariat, więc może mu się ustrój nie podobać!). Przez jakiś czas musiałem się u niej meldować raz w miesiącu na badania. Kiedyś byłem bardzo zmęczony po nocnym drukowaniu, a do tego pogoda była senna, bo padał śnieg z deszczem, więc podczas badań zasypiałem. I wtedy dr Ewa kazała mi myśleć o tym, że Urban się śmieje z nieudanej akcji ulotkowej, aby wywołać uczucie gniewu. Kiedy motyw Urbana zadziałał, wtedy poleciła wyobrazić sobie, że leżę na plaży pod palmą i wsłuchuję się w szum morza, aby wywołać odwrotną reakcję błogiego spokoju. Wyjaśniła potem, że konieczne jest wywołanie huśtawki nastrojów typowej dla ludzi z zachwianą psychiką.
Mirosława Rybicka (żona Romana) przechowywała mnie przez kilka nocy po delegalizacji „Solidarności”, kiedy obawialiśmy się aresztowań. Na wszelki wypadek uzgodniłem z nią „legendę” mej obecności, by nie ponosiła konsekwencji mego pobytu: mąż dawno wyjechał, a córka też ma swoje lata… To do UB-ków przemawiało; tak obronił się „Gruby” (Piotr Izgarszew) po zadenuncjowaniu go przez sąsiada. Mirka pomagała mi też składać kolejne strony broszury Stefana Bratkowskiego. Nie było wtedy nikogo do pomocy i miałem już dość chodzenia wokół stołu jak w kieracie i układania kolejnych stron nakładu, a do tego zbliżał się termin oddania broszury.
W czasie pogrzebów „Lotnego” i „Lopka” złożyłem na ich grobach zamiast wiązanki kwiatów duży znak Grup Oporu z szarfami, na których widniał napis – Grupy Oporu „Solidarni”. Wykonanie takiego napisu można było zlecić tylko zaufanej osobie. Pomogła mi w tym Danuta Radzikowska, założycielka koła „Solidarności” w Instytucie w Skierniewicach, która pracowała dla mnie w defensywie. Właściciele kwiaciarni (chyba z Milanówka?) dekorowali wcześniej bezinteresownie kwiatami miejsca pobytu Jana Pawła II podczas Jego wizyt w Warszawie, więc kontakt wydawał się pewny. Kotwicę z literą „S” zrobiła moja żona ze świerczyny podarowanej z tej kwiaciarni; nic nie zapłaciłem też za wykonanie napisów na szarfach. Danka otrzymała przy tym informację, że jak wam kiedyś będzie trzeba coś pomóc to przychodźcie. W roku 1987 lub 1988 (w każdym bądź razie było to zaraz po wizycie gen. Jaruzelskiego w Katyniu, bo stał tam już drewniany krzyż) znalazłem się w grupie ludzi, głównie z Podkowy Leśnej, którzy złożyli wieńce z szarfami Solidarności i brali udział we Mszy Św. Ja przewiozłem wtedy w częściach nasz znaczek wykonany przez żonę ze świerczyny. Na miejscu połączyłem kotwicę oraz literę „S” i dopiąłem szarfy z napisem: „Grupy Oporu Solidarni”. Przypuszczam, że napis na szarfach wykonali właściciele tej samej kwiaciarni. Następnego dnia rano (było jeszcze ciemno!) w drodze powrotnej poszliśmy sprawdzić, czy coś nie ubyło na grobach. Okazało się, że z przywiezionych wieńców oraz zniczy nic nie zostało. Byliśmy „ubezpieczeni” od strony prawnej i materialnej w kościele św. Marcina (wiadomość już po śmierci ks. Tomasza Bojasińskiego, więc nie znam łańcuszka nazwisk ludzi, którzy się tym zajmowali). Wiem, że pośrednikiem od nas była młoda niewiasta i że najprawdopodobniej adwokatem miał być późniejszy nasz premier Jan Olszewski. Z kronikarskiego punktu widzenia celowe jest też ustalenie przebiegu akcji i osób, które w nich uczestniczyły, a nie znam ich nazwisk i pseudonimów. rozpięcie na dużych parasolach (bo żadnych patyków nie wolno było wnosić) długiego transparentu podczas jednej z pielgrzymek Jana Pawła II do Warszawy oraz transparentu „Ręce precz od Afganistanu” przekazanie wiadomości z papierni w Jeziornie, że przewieziono tam akta MSW. Kto nam „wrzucił” wiadomość? Kto przekazał do Ministra Kozłowskiego? Jaką drogą? Dlaczego nie zatrzymano likwidacji tych dokumentów?
Również po Okrągłym Stole były skuteczne starania o zablokowanie prywatyzacji lodowiska na Stegnach. Miał je kupić jakiś pułkownik lub podpułkownik (chyba UB?), który chciał przekształcić tez sportowy obiekt na gigantyczną lodówkę mięsa i innych artykułów spożywczych. Usiłował on nawet dokonać transakcji „wymiennej”, tj. za zaniechanie torpedowania tego pomysłu oddać swój udział (czy też załatwić udział?) w handlu na Stadionie Dziesięciolecia. Zdaję sobie sprawę z tego, że stosowane wtedy były bardzo różne formy inspiracji i nacisku na urzędników i bez dokonania powszechnej lustracji wszystkiego się nie wyjaśni.
Uważam jednak za stosowne przypomnienie tej sprawy oraz sprawy w Jeziornie, bo były to ostatnie działania ludzi z Grup Oporu i do tego już po Okrągłym Stole, i świadczą one, że dokonujące się przemiany nie były przez nas akceptowane.
1 czerwca 1990 r. byli członkowie Grup Oporu wraz z osobami współpracującymi w czasie konspiracji byli współorganizatorami zebrania w sali wykładowej Instytutu Fizyki UW przy ul. Hożej dla wypromowania na prezydenta RP prof. Zbigniewa Brzezińskiego (tzw. inicjatywa „Zbignet”). List intencyjny w tej sprawie podpisały 52 osoby. Prof. Brzeziński był naszym zdaniem najlepszym kandydatem na to stanowisko, bo znał doskonale kulisy polityki międzynarodowej i mógł sprowadzić konkurujący z krajami Europy Zachodniej kapitał z USA. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że Polska będzie w przyszłości kandydowała do Unii Europejskiej i w czasie przyszłych rozmów w tej sprawie zaistnieje korzystniejsza dla nas sytuacja „przetargowa”. Liczyliśmy więc, że prof. Brzeziński będzie skutecznie bronił interesów Polski, a USA staną się też gwarantem naszego bezpieczeństwa wobec ciągle istniejącego zagrożenia ze strony ZSRR (w tym czasie stacjonowały jeszcze w Polsce jednostki wojskowe ZSRR).
Zdaję sobie sprawę z tego, że wspomnienia moje są niepełne, pomimo, że w odtworzeniu wielu zdarzeń pomogli mi znajomi. Mam jednak nadzieję, że wspomnienia innych uczestników minionych wydarzeń pozwolą uzupełnić historię Grup Specjalnych – Grup Oporu, które stanowiły najbardziej radykalną część podziemia kronikarskiego Warszawie, kronikarskiego których działalność została zapomniana po „okrągłym stole”. Z kronikarskiego punktu widzenia uważam też za celowe zestawienie adresów osób, z którymi współpracowałem. Lista tych osób jest również niepełna (dotyczy to zwłaszcza tych, którzy zajmowali się informacją), ale pragnę pozostawić chociaż ślad ich uczestnictwa w konspiracji, bo i oni zostali zapomniani, a w środkach masowego przekazu wspomina się jedynie o przywódcach. W moim przekonaniu dowódcy bez armii niewiele mogliby zdziałać!!!

Koniec części siódmej i ostatniej.
Bolesław Andrzej Jabłoński, ps. „Brok II”, „Omega”, „Profesor”

 

 


 

Od redakcji.

Misją Instytutu jest prowadzenie badań naukowych (taksonomicznych, filogenetycznych, genetycznych, paleontologicznych, biogeograficznych oraz pokrewnych) nad ewolucją i bioróżnorodnością świata zwierzęcego oraz gromadzenie, przechowywanie i udostępnianie zoologicznych zbiorów naukowych i propagowanie nauki według najlepszych standardów.

O Instytucie
Instytut Systematyki i Ewolucji Zwierząt PAN powstał w roku 1989 z Zakładu Zoologii Systematycznej i Doświadczalnej PAN. Jednak historia Instytutu sięga roku 1865, kiedy to powstała Komisja Fizjograficzna założona przez Towarzystwo Naukowe Krakowskie. W tym samym czasie powstało Muzeum Przyrodnicze, pod pierwotną nazwą Muzeum Fizjograficznego, będące dzisiaj integralną częścią naszego Instytutu. – http://www.isez.pan.krakow.pl/index.html

„Serwis Ochrony Środowiska SOS”, pismo Agencji Informacji o Dewastacji Środowiska, wydawane w Warszawie przez Oficynę Wydawniczą Rytm VI 1988 – X/XI 1989. Ukazało się 10 nr. o obj. 16-24 s. w formacie A5, drukowanych początkowo na sicie, następnie techniką offsetową w nakładzie 800-1 tys. egz.; miesięcznik. Skład redakcji: Izabella Brodacka, Bolesław Andrzej Jabłoński, Anna Kalinowska, Alina Segit. Publikowano informacje o stanie środowiska naturalnego w Polsce oraz propagowano metody ochrony przyrody w warunkach lokalnych. Redakcja chciała skupić wokół „Serwisu” kadrę niezależnych od władz specjalistów ekologów. Kolportowano w całym kraju, głównie w środowiskach przyrodników, na uniwersytetach oraz w parkach narodowych. Wydawanie pisma kontynuowano w l. 1990-1994. Włodzimierz Domagalski. – http://www.encysol.pl/wiki/„Serwis_Ochrony_Środowiska_SOS”