Leszek Chełmiński

“Dziewięciu z Pruszkowa” – pamiętajmy o Nich – cz. druga.

Słowo wstępne od redakcji:

To druga część fragmentu książki Henryka Krzyczkowskiego „Dziewięciu z Pruszkowa”. Historia człowieka z – Pruszkowskiej Dzielnicy Milionerów. Poświęcił życie walce z Niemieckim najeźdźcą. Przedstawiam kolejne fragmenty książki o Bronisławie Chajęckim. Wybrane fragmenty zaopatrzyłem w ogólnie dostępne w internecie zdjęcia. Historia mechanika lotniczego Dywizjonu Bombowego 300 i 318, ukaże się w dwóch częściach.

 

Leszek Chełmiński po przybyciu do Anglii otrzymał przydział do Dywizjonu Bombowego Nr 300, kwaterującego na lotnisku w pobliżu miasta Bristol. Wystąpił wtedy po raz pierwszy z prośbą o przeniesienie go do personelu latającego. Chciał być “myśliwcem”. Spotkał się z kategoryczną odmową. Usłyszał, że amatorów latania jest dużo, natomiast specjalistów – mechaników lotniczych – stale brakuje. Instruktorzy angielscy byli wzorowymi wykładowcami. Dokładnie poznano budowę angielskiego samolotu przydzielonego Dywizjonowi. Było to 31 maszyn typu Fairey Battle, dwusilnikowych samolotów, podobno – tak mówili nasi lotnicy – znacznie gorszych od naszego “Łosia”. (…)

Leszek wspominał, że personel lotnisk i lotnicy nie mieli uzbrojenia. Do obrony własnej na wypadek inwazji mieli tylko bagnety, gdyż nie było pistoletów. Do nich dodawano drewniane kije, na których miano osadzić bagnety, aby można było lepiej się bronić na wypadek ataku nieprzyjaciela. Dopiero po kilku miesiącach przydzielono oficerom rewolwery, a wartownikom – pistolety maszynowe.

Równocześnie z niemieckimi przygotowaniami do inwazji na Wyspy nasiliły się naloty na miasta. W każdą noc płonął Londyn, płonęły miasta nad kanałem.

Leszek przypłynął do Anglii w połowie lipca 1940 roku. Na lotnisku pod Londynem odbywało się szkolenie personelu latającego i mechaników. Dwusilnikowe samoloty Fairey Battle miały załogę trzyosobową: pilot, obserwator i strzelec pokładowy. Każdego z nich szkolono osobno, wedle specjalności. Osobne szkolenie przechodzili także mechanicy. Wieczorami odbywała się nauka języka angielskiego. (…)

10 lipca 1940 roku rozpoczęła się Bitwa o Anglię.

(…) Leszek Chełmiński, po kilkumiesięcznej służbie w Dywizjonie 300, został przydzielony do Dywizjonu 301 jako inżynier mechanik z zadaniami kontrolowania każdego samolotu powracającego z lotu bojowego. Po każdym locie usuwano usterki i drobne uszkodzenia, uzupełniano paliwo, smary i amunicję, kontrolowano pracę silników – przygotowywano samolot do następnego lotu. Przed samym odlotem sprawdzano również działanie karabinów maszynowych. (…)

Okres Bitwy o Anglię był dla Leszka Chełmińskiego najtrudniejszym czasem. Pracy miał bardzo dużo. Każde niedopatrzenie, każda pomyłka, każdy moment nieuwagi mogły być przyczyną katastrofy. Pomiędzy listopadem 1940 a czerwcem 1941 roku nastąpiła poważna reorganizacja polskiego lotnictwa w Anglii. Utworzono dziesięć dywizjonów:

Dywizjony Bombardujące: 300,301,304 i 305;

Dywizjony Myśliwskie: 302, 303, 306 i 308;

Dywizjon Myśliwców Nocnych: 307;

Dywizjon Współpracy (rozpoznawczy): 309. (…)

Leszek Chełmiński opowiadał mi, że pewnego wieczoru odprowadzał do samolotu pułkownika Makowskiego, przedwojennego dyrektora Polskich Linii Lotniczych LOT. Był rok 1941, a oni wspominali przedwojenną Warszawę. Pułkownik prowadził nalot dywizjonu na Berlin. Po szczęśliwym powrocie powiedział do Leszka:

– Nie odczuwam żadnej radości z tego powodu, że mogę pomścić nasz Wrzesień. Jednak odczuwam pewne zadowolenie z tego powodu, że nareszcie i mieszkańcy miast niemieckich odczują smak wojny … (…)

Leszek Chełmiński w tym czasie nadal zajmował się kontrolą samolotów powracających z lotów bojowych. Nadzorował pracę mechaników. Początkowo załogi latały na samolotach dwusilnikowych, na których ze względu na mniejszą szybkość, ponoszono najwięcej strat. Później otrzymano czterosilnikowe samoloty typu Vickers Wellington oraz Liberator. W lutym 1943 roku nasze Dywizjony 300 i 305 uczestniczyły w nalotach na niemieckie miasta.

W kwietniu 1943 roku rozwiązano Dywizjon 301. Ponosił on największe straty. Część załóg przydzielono do Dywizjonu 300, a część do brytyjskiego Bomber Commando, do Dywizjonu 138. Leszek został przydzielony do tego Dywizjonu wraz z siedmioma polskimi załogami. Po pewnym czasie Dywizjon został przeniesiony do Tunisu. (…)

Nasi lotnicy od chwili przybycia do Anglii byli wcielani do RAF. Leszek Chełmiński po wielu latach nadzwyczaj dobrze wspominał angielskich instruktorów-mechaników, którzy wprowadzali jego i polskich mechaników we wszystkie tajniki budowy samolotów używanych w RAF. Nigdy nie odmawiali oni pomocy, gdy zachodziła taka konieczność. Zawsze służyli dobrymi radami. Francuskich inżynierów-mechaników nie wspominał tak dobrze. Nie mógł zapomnieć ich lekceważącego stosunku do polskich żołnierzy. Anglicy natomiast tylko początkowo kontrolowali jego pracę, dyskretnie wskazywali błędy, nigdy w obecności podwładnych.

Leszek wspominał, że po przybyciu do Anglii dwukrotnie stawał do raportu z prośbą o przeniesienie do personelu latającego, Zawsze otrzymywał odmowną odpowiedź. Tłumaczono się brakiem personelu technicznego. Polscy podoficerowie, mechanicy samolotowi pracowali bez odpoczynku, przerywając pracę tylko dla zjedzenia posiłków lub na wypalenie papierosa. Pracowali nadzwyczaj dokładnie, pamiętając, że każde niedopatrzenie może być przyczyną śmierci załogi samolotu.

Dzięki pracy personelu technicznego w roku 1942 Dywizjon 301, w którym służył Leszek, miał procentowo największą ilość gotowych do lotu samolotów w całym Bomber Commando, co było dowodem wzorowej pracy mechaników oraz wzorowej organizacji napraw.

Leszek opowiadał mi, jak kontrolowano każdy samolot powracający z lotu bojowego. Ustalano usterki i uszkodzenia. Polscy podoficerowie-mechanicy byli wyjątkowo solidnymi pracownikami. Ich praca była nagradzana awansami i pochwałami. Otrzymywali wysokie odznaczenia i byli wielokrotnie wymieniani w rozkazach dowództwa.

W niedługim czasie po przybyciu na lotnisko w Brindisi, Leszek przeżył niezwykłą przygodę. W niedzielne popołudnie wybrał się willysem (niewielki samochód terenowy) do pobliskiego Brindisi. Szosa była pusta. Gdzieś w połowie drogi zatrzymał go podniesieniem ręki stojący obok szosy młody mężczyzna. Stosunki z miejscową ludnością układały się dobrze, lotnisko budowali amerykańscy żołnierze, wśród których wielu pochodziło z rodzin włoskich.

Być może dlatego miejscowa ludność witała alianckich żołnierzy bardzo serdecznie. Ponadto mieszkańcy otrzymywali od razu znaczną pomoc żywnościową oraz medyczną, co dla wygłodzonej ludności było bardzo ważne.

Leszek zatrzymał samochód i otworzył drzwiczki, wskazując miejsce obok siebie. Chodziło o podwiezienie do miasta. Leszek okazał się doskonałym obserwatorem. Od razu zwrócił uwagę na jakiś nie włoski akcent nieznajomego. Równocześnie obserwował jego twarz, był to jasny blondyn o jasnobłękitnych oczach i bladej cerze. Lekko uniesiona marynarka na lewym biodrze mogła świadczyć o ukrytym rewolwerze. Pomyślał, że to na pewno jakiś dywersant. Błyskawicznie podjął decyzję. Zwiększył szybkość i gwałtownie zahamował. Nieznajomy opał obie dłonie o szybę i spojrzał na Leszka. Na pewno nie spodziewał się, że ujrzy wycelowaną lufę rewolweru i usłyszy słowa:

– Nie odrywaj rąk od szyby!

Na twarzy nieznajomego pojawił się lęk. Patrzył to na lufę rewolweru, to na twarz Leszka, który trzymając lewą ręką kierownicę, zawrócił samochód w drogę powrotną – do koszar i lotniska.

Nieznajomy próbował nawiązać rozmowę w języku angielskim, jednak Leszek ostrym tonem powtarzał rozkaz, aby trzymał ręce na szybie. Tak dojechali do bramy lotniska. Na warcie stali dwaj amerykańscy żołnierze, biały i czarnoskóry. Zdziwieni widokiem rewolweru Leszka wycelowanego w nieznajomego cywila, również wycelowali w niego swoje maszynowe pistolety, otworzyli drzwiczki, aby mógł wysiąść i Murzyn zaczął go rewidować. Przypuszczenia Leszka okazały się słuszne. Nieznajomy pod marynarką, przy pasie, na lewym biodrze miał pistolet. Leszek pomyślał wtedy:

– Dzięki Bogu! Uniknąłem śmierci!

Leszek za swoją czujność i spostrzegawczość został nagrodzony pochwałą w rozkazie oraz wysokim odznaczeniem wojskowym. (…)

Na początku 1945 roku Leszek służy w Dywizjonie Bombowym 318 kwaterującym w środkowych Włoszech. Dzień 27 kwietnia 1945 roku zapamiętał na długo. By to dzień, w którym, ku swojemu przerażeniu, zobaczył na prymitywnej szubienicy ciała dwóch osób wiszące do góry nogami. Dowiedział się od jakiegoś Włocha, stojącego w tłumie gapiów, że są to zwłoki „Duce” oraz jego przyjaciółki. “Duce” – Benito Mussolini – był przywódcą stworzonej przez siebie Narodowej Partii Faszystowskiej, skupiającej w swoich szeregach miliony Włochów skutecznie pomagających mu sprawować dyktatorskie rządy. Obok zawisła jego przyjaciółka Claretta Petacci, wierna mu aż do śmierci.

Mussolini, który przez lata realizował swoje plany stworzenia nowoczesnego Imperium Romanum. popełnił wielki błąd, przyłączając się do HitIera w dniach jego największego sukcesu, po upadku Francji. (…)

31 marca 1945 roku w miejscowości Forli odbył się ślub Leszka Chełmińskiego z Krystyną Tarnowicz, radiotelegrafistką ze sztabu generała Władysława Andersa. Pochodziła ze Lwowa. Jako uczennica, w roku 1941, została wraz z całą szkołą wywieziona do Kazachstanu.

Gdy kończyła się wojna dywizjon Leszka kwaterował w pobliżu Wenecji. W roku 1946 przeniesiono go do Anglii, gdzie nastąpiła demobilizacja. Leszek opuścił armię w stopniu majora. W roku 1947 wsłuchiwano się w nadchodzące z Polski wiadomości. Gdy okazało się, że droga do kraju jest zamknięta, Leszek zdecydował się na wyjazd wraz z rodziną do Kanady. W międzyczasie bowiem jego rodzina powiększyła się – w roku 1946 urodzi? się syn Andrzej, a w roku 1948 – córka Lilianna. Znacznie później przybyło im dwoje wnucząt, w roku 1982 wnuk Darek, a w roku 1983 wnuczka Teri.

Po przybyciu do Kanady, w roku 1948, Leszek otrzymał od rządu kanadyjskiego trzymiesięczne wynagrodzenie i rozpoczął pracę jako inżynier mechanik w biurze konstrukcyjnym największej kanadyjskiej fabryki samolotów – Canadair. W roku 1952 został mianowany szefem jednego z wydziałów tej fabryki, a w roku 1965 awansował na stanowisko kierownika jednego z departamentów. W godzinach wolnych od pracy studiował na Uniwersytecie McGill, na Wydziale Aeronautyki. Studia te trwały od 1952 do 1956 roku. Chcąc pogłębić swoje wiadomości, w latach 1965- 1970 studiował na Wydziale Business and Administration. W zakładach Canadair pracował aż do przejścia na emeryturę w roku 1975. Już jako emeryt zaczął pracować W charakterze doradcy-konsultanta w Canadian Executive Service Organization. (…)

W tamtych czasach Leszek był jednym z najwybitniejszych w Kanadzie specjalistów w dziedzinie aeronautyki. Instytucja, w której pracował, została stworzona przez rząd kanadyjski w celu udzielania pomocy krajom rozwijającym się. Czterokrotnie był zapraszany do Polski przez przemysł lotniczy. Ostatnia jego wizyta związana była z zaproszeniem przez WSK PZL w Mielcu. Negatywna ocena, jaką wydał po wizytacji tego zakładu, mogła mieć niedobry wpływ na ewentualne kontakty z producentami zachodnimi. Złą opinię potwierdziły liczne katastrofy produkowanych w Mielcu helikopterów.

W Księdze Pamiątkowej wydanej w Kanadzie Leszek Chełmiński, ze swoimi sześćdziesięcioma trzema wyjazdami zagranicznymi, jest prawdziwym rekordzistą. Najdłużej, przeszło dwa lata, pracował w Chinach. Nadzorował przebudowę starych i budowę nowych lotnisk. Doradzał przy tworzeniu warsztatów naprawczych dla samolotów, a nawet pomagał w budowie dużej, nowoczesnej fabryki tworzyw sztucznych potrzebnych w produkcji różnych akcesoriów stanowiących wyposażenie samolotów. W jednej z chińskich gazet, wychodzących w języku angielskim, nazwano Leszka “God of Prosperity” – “Bóg Dobrobytu”. Kilka chińskich miast, w których pracował, nadało mu tytuł Honorowego Obywatela. Najwięcej pochwał związanych z tym tytułem otrzymał w mieście Wuhan.

W Indiach pobyt Leszka trwał ponad rok. Pomagał tam w budowie nowoczesnych lotnisk wraz z zapleczem technicznym. Nadzorował przez osiem miesięcy budowę lotnisk w Arabii Saudyjskiej. Zaplecze tych lotnisk to nie tylko warsztaty naprawcze, ale także hotele, a nawet baseny kąpielowe dla lotników biorących udział w “Wojnie w Zatoce”. Budując lotniska dla wielkich, ciężkich samolotów oraz wznosząc budynki dla personelu, a także warsztaty naprawcze, napotykano na wiele utrudnień, takich jak piaszczyste podłoże, brak wody, wysoka temperatura powietrza. To były trudne miesiące.

Wyjazdy do innych krajów nie były połączone z tak ogromnymi trudnościami. Pracował w Brazylii, Argentynie, Kolumbii, Gwatemali, Ekwadorze, Singapurze i Malezji.

Czas wolny od zajęć zawodowych Leszek poświęcał pracy społecznej i sportowi. W Stowarzyszeniu Lotników Polskich w Kanadzie pełnił różne funkcje. Był sekretarzem, wiceprezesem i prezesem w latach 1956 – 1966. Podobne funkcje pełnił w Stowarzyszeniu Techników Polskich w Kanadzie. W Kongresie Polonii Kanadyjskiej zajmował najwyższe stanowiska. Już w roku 1953 był współzałożycielem Stowarzyszenia Byłych Lotników Polskich w Anglii. W Montrealu żyło wtedy ponad stu byłych lotników RAF. Do Stowarzyszenia przyjmowano także lotników polskich, którzy po Kampanii Wrześniowej dostali się do niemieckiej niewoli i po wojnie osiedli w Kanadzie. (…)

Piastował też stanowisko Wicedyrektora Sportu w Komitecie Olimpijskim XXI Igrzysk Olimpijskich, które odbyły się w Montrealu w roku 1976. Był odpowiedzialny za wszystkie wyścigi kolarskie, konkurs na to stanowisko wygrał dzięki swoim sukcesom sportowym. Wybrano go spośród ponad pięciuset kandydatów. Po zakończeniu Olimpiady otrzymał od Polskiego Komitetu Olimpijskiego Dyplom Honorowy wraz z serdecznymi podziękowaniami. (…)

Kończę moją opowieść 3 marca 2003 roku. Gdy rozstawaliśmy się z Leszkiem w październiku ubiegłego roku, obiecał, że zjawi się u mnie w maju bieżącego roku. Przeczyta ten tekst, dokona poprawek. Oby tak się stało! Leszek Chełmiński zmarł nagle 2 lutego 2007 roku.

 

 

Zainteresowanych odsyłam do elektronicznego wydania książki pod adresem: http://mbc.cyfrowemazowsze.pl/dlibra/docmetadata?id=55842&from=publication Henryk Krzyczkowski – Dziewięciu z Pruszkowa, wydanie Powiatowa i Miejska Biblioteka Publiczna im. Henryka Sienkiewicza w Pruszkowie 2008 rok. Publikacja ukazała się dzięki pomocy finansowej Urzędu Miejskiego w Pruszkowie, ISBN 978-83-926204-3-3, Wydanie pierwsze. Słowo od wydawcy Grzegorz Zygadło.