Cykl życia imperium.

Autor: Agnieszka Piwar.

 

Gdyby ktoś nie rozumiał co się dzieje w USA, to uprzejmie spieszę z wyjaśnieniem. Sama tego nie wymyśliłam, zacytuję wybitnego brytyjskiego generała, który zbadał tysiące lat historii i zauważył powtarzające się prawidłowości dotyczące imperiów – od ich powstawia do bolesnego upadku (który właśnie następuje). Sir John Bagot Glubb spisał swoje obserwacje w latach 70. XX wieku, oto fragment:

„W Fazie Zrywu i potem w Fazie Podbojów naród jest etnicznie mniej więcej homogeniczny. Taka sytuacja sprzyja poczuciu solidarności i koleżeństwa. Jednak w Fazach Rozwoju Gospodarki i Obfitości rozmaici cudzoziemcy zalewają wielkie miasto i jego ulice rzekomo wykładane złotem. Ponieważ zwykle tym wielkim miastem jest stolica imperium, kosmopolityczny tłum zyskuje na dworze polityczne wpływy mocno wykraczające poza jego względną liczebność.

Drugie i trzecie pokolenie imigrantów może się wydawać z zewnątrz całkowicie zasymilowane, ale często stwarza osłabienie dwojakiego rodzaju.

Po pierwsze, jego cechy cywilizacyjne często różnią się od cech rodowitej populacji imperium. Jeśli, dajmy na to, oryginalny naród imperium był uparty i wyrachowany, to imigranci pochodzący z narodów bardziej emocjonalnych wprowadzą pęknięcia i rozłamy w obszarze tych właśnie cech, nawet jeśli są lojalni w stosunku do nowej ojczyzny.

Po drugie, dopóki oryginalny naród cieszy się dobrobytem, naród napływowy może wydawać się równie lojalny. Jednak w przypadku gwałtownego niebezpieczeństwa imigranci mogą być często mniej chętni do poświęcania swojego życia i swojej własności niż potomkowie autochtonów.

Po trzecie, imigranci mają tendencję do tworzenia własnych wspólnot, chroniących przede wszystkim ich własny interes, a dopiero na drugim miejscu dobro kraju – gospodarza.

Po czwarte, wielu imigrantów może pochodzić z narodów podbitych lub wchłoniętych przez imperium. Dopóki imperium cieszy się szczytem powodzenia, wszyscy oni są dumni i zadowoleni z bycia jego obywatelami. Jednak w okresie schyłkowym niespodziewanie mogą odżywać wspomnienia zamierzchłych wojen, nawet sprzed stuleci. W efekcie czego pojawiają się lokalne ruchy domagające się secesji i niepodległości. (…)

Historyczne przykłady tego zjawiska są niemal zbędne. Próżniaczy i zdradliwy rzymski tłum, nieustannie głodny darmowych chleba i igrzysk jest powszechnie znany i całkowicie różny od surowego rzymskiego ducha związanego z wojnami wczesnej republiki.

W Bagdadzie w okresie wspomnianego już złotego okresu Haruna ar-Raszida Arabowie byli mniejszością we własnej stolicy. Stambuł za najlepszych dni Osmanów był zamieszkany przez zdumiewająco nielicznych potomków tureckich zdobywców. W Nowym Jorku potomków pasażerów Mayflower* też jest nader niewielu (mały, drewniany żaglowiec, trójmasztowy galeon handlowy, na którym pierwsi koloniści angielscy, tzw. pielgrzymi, w liczbie 102 osób, przybyli do Ameryki Północnej w 1620 roku).

To interesujące zjawisko jest niemal ograniczone do wielkich miast. Nietkniętych przedstawicieli pierwotnego narodu zdobywców można często odnaleźć w okręgach rolniczych i na odległych rubieżach. Wielkie miasta wabią imigrantów bogactwem. Podobnie jak wraz z rozwojem przemysłu rośnie znaczenie wielkich miast w stosunku do rejonów wiejskich, tak też cudzoziemcy stopniowo zaczynają mieć coraz większy wpływ na stare imperium.

Chciałbym raz jeszcze podkreślić: nie twierdzę, że imigranci są w jakikolwiek sposób gorsi w stosunku do autochtonów – są po prostu cywilizacyjnie inni i już choćby tylko z tego powodu wnoszą ze sobą pęknięcia i podziały.”

Fragment tekstu pochodzi z artykułu “The Fate of Empires” opublikowanego w 1976 roku na łamach brytyjskiego pisma “Blackwood’s Magazine”. Polskie tłumaczenie ukazało się w ramach serii Biblioteka Rządzących i Rządzonych pt. “Cykl Życia Imperium”.

 

Poniżej fragment dyskusji z Social media FB.

Agnieszka Piwar W wielu przypadkach wygodniej będzie tutaj zastąpić ‘imigranta’ określeniem ‘potomek niewolników’ – ale schemat pozostaje ten sam.

PB – Ale murzyńska mniejszość jest od 300 lat i była trzymana w dyscyplinie, również od lat 60-tych. Teraz mamy masowe zjawisko dołączania się białych lewaków do protestów przy poparciu lewicowych władz lokalnych.

KM do PB – to, co dzieje się aktualnie w Stanach Zjednoczonych, to obraz fiaska “welfare state” (tłum. red. państwo opiekuńcze). Ten balon pompowano niemal pół wieku, mniej więcej od czasu Lyndona Johnsona i tego całego The Great Society.

JZ – Rozumowanie to nie jest pozbawione pewnego uroku, nie brak mu logiki i odwołań do historii. Jeżeli jednak miałbym wybierać interpretację obecnych wydarzeń w Stanach to skłaniałbym się ku realizacji jakiegoś projektu niż erupcji narastających przez lata procesów. Finansowanie Antify, która strukturyzuje tę quasirewolucję nie jest dziełem niezasymilowanego imigranta.

Obawiam się że dalsze rozważania generała, propagandysty brytyjskiego imperium, mimo że pełne trafnych spostrzeżeń nie przybliżą nas do prawdy o tym co dzieje się w Stanach. Dobra analiza przepływów finansowych w początkowych etapach rewolucji bolszewickiej będzie bardziej pożyteczna. Czasy się zmieniły ale struktury rewolucyjne, czy to Antify czy to Bolszewików, finansowane są z tego samego źródła a przychylne rewolucji media, mają tego samego właściciela. Świat się zglobalizował i jesteśmy świadkami ostatniego etapu tego procesu. Będą jeszcze jakieś drobne konwulsje i niespodzianki ale system się domyka. COVID. BLM/Antifa, kryzys imigracyjny (wyciszony obecnie) są zjawiskami globalnymi i zarządzanymi z tego samego miejsca. (dop. red. BLM – Black Lives Matter).

AP do JZ – O, widzę, że nie przeczytał Pan książki, ani nawet nie zapoznał z biografią autora skoro określa Glubba mianem “propagandysty brytyjskiego imperium”.

JZ – Oczywiście że nie przeczytałem tej książki, podobnie jak większości książek. Nazwałem autora propagandystą, bez zapoznania się z jego biografią, ponieważ zakładam że człowiek będący generałem musi być na tyle inteligentny aby zauważyć rolę pieniądza w dziejach świata a zwłaszcza w dziejach najnowszych. Pieniądz ma właściciela, właściciel ma swoje, zdefiniowane, interesy. W ujęciu Glubba jesteśmy świadkami naturalnych procesów historycznych czy społecznych. Podejście takie uznałem za propagandę zasłaniającą rzeczywiste mechanizmy a nie za przejaw naiwności.

AP do JZ – A gdyby przeczytał Pan książkę, to dowiedziałby się, że Autor nie jest żadnym propagandystą imperium brytyjskiego, tylko wręcz przeciwnie – bezkompromisowo i obiektywnie opisuje jego losy, nie szczędząc przy tym gorzkich uwag. Jakie to typowe dla współczesnych internetowych “komentatorów” – wypowiadać się nie mając pojęcia o czym się mówi. Tymczasem Glubb przez dziesiątki lat poznawał kulturę innych państw, podróżował po całym świecie, przeczytał tysiące artykułów i książek, brał udział w wojnach, a w takiej Jordanii – gdzie dowodził ichniejszej armii – ludzie kochali go chyba nawet bardziej niż własnego króla. Pan natomiast siedzi przed kompem i wypowiada się na temat Autora, którego nawet książki nie pofatygował się przeczytać o biografii nie wspominając. Żal. Ps. Co do wspomnianych przez Pana pieniędzy – Autor bardzo celnie opisał do czego one prowadzą. Ale skoro nie przeczytał Pan książki, to się tego nie dowie.

AT – Czarni ludzie to tacy sami jak wszyscy tylko, że różnią się kolorem skóry. Tak samo czują i tak samo myślą. Mają tak samo wszystkie prawa. Tylko ciekawe co stałoby się ze mną gdybym że swoimi białymi kolegami wynosił z uśmiechem na twarzy towar ze sklepu bez zgody właściciela…

JR – Książka jest doskonałą i wymieniona przesłanka jest jedną z kilkunastu, które zachodzą w powtarzających się cyklach wzrostu, stabilizacji i upadku imperiów. Wymienia też m. In. przerost szkolnictwa wyższego i nadmierny udział kobiet w życiu publicznym.

JM – Pani Agnieszki wg. Glubba cykl życia imperium to ok. 300 lat więc USA jeszcze trochę brakuje.

AP – John Glubb wykazał, że pełny cykl – od narodzin potęgi do samobójstwa imperium – to około 10 pokoleń, a zatem średnio 250 lat. A teraz wyliczenia: okres wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych 1775–1783 + 250 lat = 2033 rok. Teraz mamy Fazę Schyłku (upadku, dekadencji), przed nami jeszcze ostatnia Faza Utraty Nadziei. I pozamiatane.

KH do AP – Pomogę Pani, otóż wszystkie cywilizacyjne potęgi po Sumerach umierały w cyklach 300 lat. Masońska Ameryka chyli się ku upadkowi.

KH – Murzyni są narzędziem jak młotek i obcęgi w rękach rzemieślnika. Analogie to naród rosyjski w rękach żydobolszewikow. Naród niemiecki w rękach odpowiedzialnych za IIWS. Zawsze potrzebne są jakieś narzędzia do pracy. Jedyna siła czyli lichwa pozostaje bezimienna i panuje na świecie od stuleci.

AP – Na lichwę też przyjdzie kres: http://www.mysl-polska.pl/2256

BB – Ajatollah Chomeini jest innego zdania. W przeciwieństwie do naszych obrońców USA, przywódca solidaryzuje się z kolorowa ludnością tego kraju. : “In dealing with its people, the U.S. government has behaved in the worst manner. The people of the United States have every right to feel embarrassed and ashamed by their governments, particularly the current one,” Khamenei said.” (tłum. red. “W kontaktach z obywatelami rząd USA zachował się w najgorszy sposób. Ludność Stanów Zjednoczonych ma pełne prawo czuć się zawstydzona i zawstydzona przez swoje rządy, szczególnie obecne”, powiedział Chamenei). https://www.google.com/…/mobi…/article/amp/idUSKBN23A22Z

 

Od redakcji:

Sir John Bagot Glubb (ur. 16 kwietnia 1897, zm. 17 marca 1986) – brytyjski wojskowy, generał broni, w latach 1939-1956 dowodził Legionem Arabskim w Królestwie Transjordanii. https://pl.wikipedia.org/wiki/John_Bagot_Glubb.