Byliśmy w Parlamencie Europejskim

Przedstawiciele Pruszkowskiego Stowarzyszenia Patriotycznego oraz redakcja portalu Podwarszawskie Życie Pruszkowa w dniach 11 – 12 kwietnia odwiedzili Brukselę i Parlament Europejski. Ogromne wrażenie wywarł na zebranych budynek „Parlamentarium”, zaprojektowany i zbudowany z rozmachem, wyposażony w wiele elektronicznych gadżetów pozwalających poznać historię powstania Unii Europejskiej.

Pierwsze spotkanie z dyrektorem biura Parlamentu Europejskiego Leszkiem Gasiem, który odpowiedzialny jest za sektor wizyt w parlamencie europejskim. Omówił główne aspekty i kierunki pracy Unii Europejskiej. Wskazał na kolejne rocznice w tym, że po raz trzeci polscy posłowie mogli pełne 5 lat pracować w parlamencie. W tym roku także obchodzimy 40 rocznicę wyborów do parlamentu europejskiego i 30 rocznicę pierwszych częściowo wolnych wyborów w Polsce. W całej historii parlamentu europejskiego będą to 9 wybory. Poinformował, że Premier Morawiecki jest aktualnie obecny w Brukseli. W godzinach nocnych zakończyło się posiedzenie komisji europejskiej konkluzją miękkiego wyjścia Wielkiej Brytanii z unii do 31 października. Warunków do spełnienia jest jednak kilka, na przykład – wybory do parlamentu co nie wszystkim jest to w smak, koszty, ryzyko, krótki czas pracy nowych posłów, – ingerencja rosyjskich służb dezinformacyjnych w budowaniu podziałów i napięć. Termin 31 października nie jest przypadkowym ponieważ wtedy rozpoczynają się różne negocjacja budżetowe, i chodzi o to aby Wielka Brytania nie była w stanie torpedować tych ustaleń budżetowych na kolejne 7 lat aż do roku 2020. Wszyscy odczuwają bardzo duże zmęczenie tematem wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. Premier Morawiecki wypowiedział się, że to jest bardzo dobre porozumienie – zadowalający kompromis.

Drugie spotkanie z Europosłem Ryszardem Czarneckim, który opowiedział o wielu uwarunkowaniach istniejących w funkcjonowaniu Parlamentu Europejskiego. Dla przykładu wskazał na umieszczone wokół dziedzińca przed budynkiem Parlamentu wiszące flagi państw członkowskich, używając pewnej metafory odnośnie pewnej grupy elit politycznych stwierdził, że dla niektórych coraz ważniejszą jest jedna „matka flag” flaga Unii Europejskiej. Są tendencje do zacieśniania integracji europejskiej z uwagi na kryzys skutkiem którego rzekomo ma nastąpić przekazanie kompetencji do Brukseli. Ja jestem zwolennikiem sojuszy celowych, zadaniowych. Kiedy pytają się mnie kto jest sojusznikiem Polski w UE odpowiadam, jak bardzo spodobała mi się wypowiedz brytyjskiego premiera lorda Fal Westona z XVII w, która była później przypisywana Churchillowi „że Wielka Brytania nie ma stałych wrogów ani stałych przyjaciół, tylko ma stałe interesy”. I to samo można powiedzieć o Polsce. Dla przykładu powiem, że Polska jest drugim krajem w UE po Grecji jeśli chodzi o zatrudnienie w rolnictwie, i dlatego walcząc o nowy budżet europejski na kolejne 7 lat, należy go poprawić. Pod budżetem podpisała się pani komisarz „sorry taki mamy klimat Elżbieta Bieńkowska” która poparła budżet który dla regionu europejskiego jest fatalny i uderza w dwa główne krany finansowe i rozwojowe – politykę rolną oraz fundusze spójnościowe. Podpisała się pod przesunięciem środków z najbiedniejszego regionu Europy jakim jest nasz region. Paradoksem jest to, że unia zawsze stara się wyrównywać poziomy między biedniejszymi a bardziej zamożnymi regionami czy państwami. Tym budżetem proponuje się bardzo fatalny budżet dla polski. Jak szczerze powiedział europoseł PO pan Jan Olbrycht – nastąpiło rozsmarowanie budżetu po całej UE przez co w większym stopniu niż dotychczas zyskują na tym kraje najbogatsze Europy zachodniej i północnej. Jest to wbrew całej historii UE.

UE wbrew temu co się czasem słyszy od naszych rywali z prawej strony, od konfederatów – ci idioci z UE są głupi ponieważ zajmują się jakimiś kompletnie nieważnymi sprawami. To nie jest tak do końca prawda gdyż UE jest cwana a nie głupia, każdy przepis najbardziej pozornie idiotyczny to są interesy. Jakiś czas temu cała polska i Europa się śmiała, że parlament europejski zajmował się krzywizną banana. W tym szaleństwie jest metoda. Przez precyzyjne określenie jakie banany są optymalne w UE stało uprzywilejowanie francuskich firm które sprowadzały banany z Afryki z francuskich kolonii bo tylko te banany miały taka a nie inną krzywiznę. W przeciwieństwie do bananów z ameryki łacińskiej.

Podobnie jak uznanie marchewki za owoc, na czym zyskała Portugalia. Mały kraj ale bardzo sprawnie działający. Wymusili uznanie marchewki za owoc ponieważ przysmakiem Portugalii jest od zawsze dżem z marchewki a producenci chcieli dorwać się do dotacji unijnych które są przeznaczane na przetwórstwo owoców.
Podobnie jak uznanie ślimaka za rybę, bo ci co robią interesy we Francji na ślimaku a idzie ich w milionach ton, chcieli uzyskać te same dotacje unijne które mają rybacy.

Coś co wydaje się idiotyczne i śmieszne ma konkretne finansowe dno.

Kiedyś Portugalia odrzuciła traktat z Maastricht. Niezamożni Duńczycy mieszkający blisko granicy z Niemcami obawiali się że przy dużej różnicy siły nabywczej między Niemcami a Duńczykami, w następstwie regulacji traktatowych z Maastricht nastąpi swobodna sprzedaż ziemi cudzoziemcom co może spowodować masowe wykupienie ziemi Duńskiej szczególnie przy granicy z Niemcami. Traktat przyjęto ale z tak zwaną derogacją bardzo mocno ograniczającą sprzedaż ziemi. Podobne ograniczenia występują w Niemczech czy we Francji gdzie sami rolnicy decydują czy chcą mieć rolnika cudzoziemca. Formalnie jest pełna wolność ale kraje silnie rozwinięte gospodarczo dbają o swoją ziemię. Państwa te walczą bardzo mocno o swoje interesy.

Bundestag w ostatnim czasie zwiększył swoje kompetencje jeśli chodzi o akceptowanie prawa unijnego. Reguluje on tempo integracji europejskiej jeżeli uważa, że UE za bardzo ingeruje w niemieckie interesy w wymiarze regulacyjnym to mówi stop. Kompetencje te zostały zwiększone w ostatnich latach rządów kanclerz Merkel.

Traktat Lizboński jako trzecie od końca podpisała Polska spowalniana przez prezydenta Kaczyńskiego który miał szereg wątpliwości, potem były Czechy i na samym końcu Niemcy. To nie jest przypadek.

Polska jest dużym krajem, powinna się szanować i domagać się realnego wpływu, realnej partycypacji europejskiej. Przez dziesiątki lat państwo polskie przyzwyczaiło różne siły narodowe do tego, że my nie walczymy o prawdziwą wizję polskiej historii. Pierwszy raz pojęcie polskie obozy koncentracyjne pojawiło się w Niemczech w latach 50. Władze polskie nie reagowały bo miały polecenie z Moskwy, żeby w świat szedł obraz, stereotyp antysemickiej Polski.
Przez wiele lat Polska nie walczyła o swoje interesy, nie domagała się swojego, zgadzała się na wszystko. Zgadzano się na bycie relatywnie tanią siłę roboczą, wielkim rynkiem zbytu.

Kiedy prezydent Andrzej Duda a potem rząd PiS zaczął walczyć o interesy Polskie, wzbudzało to olbrzymie zaskoczenie i zdziwienie a wręcz oburzenie, że Polacy zaczynają się czuć jakby byli przy głównym stole i walczą o swoje. Tak jak robią to od zawsze Niemcy czy Francja, Holandia i inne kraje.

W UE gra się twardo i czasem stosuje się metody szantażu czy próbę weta. Szanuje się tylko tych, którzy szanują siebie samych co jest podstawą do tego aby wymagać to od innych. Każdy kraj walczy o swoje. Ważnym jest gra zespołowa.
Była debata w parlamencie na temat Polski która przez europosłów PO, SLD, PSL, została wykorzystana do atakowania własnego kraju, własnego rządu.

Była debata o Czechach – posłowie czeskiej opozycji milczeli mimo, że był atakowany ich premier którego nie znoszą i życzą mu jak najgorzej i aby jak najszybciej odszedł z rządu i polityki. Uznali, że swoje sprawy załatwią w Czechach.
Jest różnica, jest. Można inaczej, można. Tylko trzeba chcieć.

Była kwestia odszkodowań wojennych od Niemiec. Na konferencję przyszli tylko europosłowie PiS, udział wzięli dwaj profesorowie z Niemiec którzy mówili to co chcemy usłyszeć. Mówili zgodnie z naszym interesem. Nie było europosłów PO, PSL.

Gdy Grecy zrobili konferencję na temat odszkodowań od Niemiec to była skrajna lewica i skrajna prawica mimo, że się wzajemnie nienawidzą, byli wszyscy. Oni uznali, że nie mogą pokazać swoim wyborcom w Grecji, że w sprawie takiej jak odszkodowania od Niemiec ktoś się wyłamuje albo mu się coś nie podoba.

Największym zarzutem w stosunku do jakości Polskiej opozycji mam to, że w sprawach kluczowych dla Polski na arenie międzynarodowej nie wspiera się Polskiego rządu w polityce międzynarodowej co jest wielkim grzechem zaniechania.
Pewien europejski tygodnik The Vois – European Voice (wł. – wydawany przez The Economist zajmujący się tematyką europejską i działaniem instytucji UE), napisał o polskich europosłach, że są „loud and proud” głośni i dumni.

Mam nadzieję, że tych głośnych – ale skutecznych i dumnych w przyszłej kadencji będzie więcej i skuteczność działań o interesy Polski będzie większa. Na tym Pan Ryszard Czarnecki zakończył spotkanie.

Relacja i fot. własna ER.