Broniła nas modlitwa Papieża Jana Pawła II

Bolesław Jabłoński. Polski ornitolog, w latach 1978–1981 uczestniczył w 3 wyprawach antarktycznych.

Pamiętamy wszyscy pierwszą wizytę Jana Pawła II w Polsce, a zwłaszcza Jego modlitwę do Ducha Świętego na Placu Zwycięstwa w Warszawie. Szliśmy wtedy szczęśliwi na spotkanie z Nim, śpiewając głośno: ,,Czy wy wiecie, że my mamy Papieża, który z Polski Ludowej jest”. Podczas uroczystości stałem blisko krzyża, ponieważ miałem się dowiedzieć od organizatorów, czy będę mógł wieczorem zjawić się w Kurii, aby osobiście wręczyć Ojcu Świętemu fotografię zamieszczoną w tym artykule. Wprawdzie widywałem Go już wcześniej, ale jako Kardynała, który odprawiał Msze Święte dla niewielkich grup taterników udających się na wyprawy zagraniczne (a kiedy został Papieżem, tradycje takich Mszy Świętych kontynuował Kardynał Macharski). Co innego jednak być blisko Papieża – Polaka.

Wręczając fotografię, opowiedziałem szczegóły o kapliczce: znajduje się ona na Antarktydzie (na Wyspie King George, w Polskiej Stacji im. Henryka Arctowskiego). Rzeźbę przedstawiającą św. Józefa, patrona dobrej śmierci wykonał Krzysztof Zubek, góral z Zakopanego, a ja wykonałem obudowę kapliczki. Wybór figurki tego Świętego spowodowany był tym, że już w czasie budowy naszej stacji natrafiliśmy na płachtę namiotową po dziewięcioosobowej ekipie brytyjskiej, która zaginęła w 1959 roku. Ekipy terenowe często pracowały na krawędzi ryzyka życia i dlatego takich smutnych miejsc było w pobliżu kilka. Pięcioosobowa grupa polarników z Argentyny, którzy nagle zniknęli w szczelinach. Także cztery mogiły uczestników wyprawy brytyjskiej (dwóch zmiażdżyła kamienista lawina podczas odwilży i dwóch, którzy idąc czapą lodowca spadli w szczeliny – jak ustaliliśmy – spadli z około 80 m na lodowe żyletki, nic więc dziwnego, że ich mogiły były tylko symboliczne, bo resztki ciał można było wyłącznie przenieść do puszek). Pecha i jednocześnie szczęście, połączone z doświadczeniem nabytym w wyprawach wysokogórskich, miało też wielu z nas. Przed wyjściem w teren przychodziliśmy więc często do św. Józefa, prosząc Go o opiekę, a po powrocie dziękowaliśmy za nią. Dlatego stał się On naszym patronem. I jeszcze jeden powód, dla którego powstała ta kapliczka, a mianowicie – Polak to katolik, a katolicy powinni gromadzić się razem na wspólnej modlitwie. Dlatego w Polsce jest tak dużo przydrożnych kapliczek. Na fotografii widać świeczki, a to dlatego, że przychodzili do niej też inni uczestnicy wyprawy, zwłaszcza w okresie różnych Świąt.
Kapliczkę umocowaliśmy w 1978 roku na fragmencie starego czopu wulkanicznego, tuż przy brzegu, gdzie znajdował się pomost. I kiedy odwiedzały nas inne ekipy polarne, to musiały one na samym wstępie zobaczyć, że Polska znajduje się wprawdzie w tzw. bloku komunistycznym (z nakazu „dobrej woli”), ale ludzie nie muszą być komuchami. Powitania polarników z USA, Chile i Argentyny pod kapliczką przełamywały niechęć. Kiedyś przyjechali na King George Rosjanie i w drodze do swojej bazy odwiedzili naszą ekipę. Kapliczkę widzieli, ale oficjalnie jej nie zauważyli. Jeden z nich, będąc w moim pokoju, gdy zobaczył na drewnie kolorową ikonę Matki Bożej z Częstochowy – nie wytrzymał i powiedział do mnie, jak to możliwe, aby pracownik naukowy wierzył w Boga ? Wymieniłem mu więc nazwiska kilka laureatów Nagrody Nobla, którzy wierzyli w Boga, dodając: ,,A o Pawłowie chyba słyszałeś ?” No oczywiście, to nasz wielki uczony ! ,,A widzisz ! On wszystkie pieniądze z otrzymanej nagrody Nobla, przeznaczył na renowację zniszczonych po rewolucji cerkwi”. Gryszi bardzo było to nie w smak, zasępił się, ale powesel, gdy stwierdził- no, ale on już był stary !
Miałem bardzo ograniczony czas spotkania z Ojcem Świętym w 1979 roku, chociaż widziałem, że dobrze zna problemy takich wypraw jak nasze i chętnie dłużej by posłuchał. Dostałem na pożegnanie flakonik z wodą święconą do poświęcenia naszej kapliczki i zapewnienie o wstawiennictwie modlitewnym. Kapliczkę poświeciłem w Wielką Sobotę 1980 roku podczas zamieci, bo zima nadciągnęła tego kwietnia już wyjątkowo mroźna i śnieżna. W ciągu 18 miesięcy pobytu na kolejnej wyprawie mieliśmy bardzo trudne i zmienne warunki atmosferyczne. Było kilka takich huraganów, w trakcie których fruwały fragmenty dachów i zgiął się nawet metalowy maszt radiowy. Przypadło mnie kiedyś w udziale przez ponad 20 km prowadzić do bazy kilkuosobową grupę podczas zadymki, gdzie widoczność sięgała do 15 m. I przeszliśmy bez wypadku między szczelinami. Innym razem, w czasie huraganowego wiatru, musieliśmy przejść 15 – 18km po łamiącym się lodzie na zatoce. Przed zejściem z brzegu i zaprzęgnięciem się do sań, przeżegnaliśmy się i wyrwało mi się: ,,Oj ! Święty Janie Pawle li módl się za nami, bo…, a kolega dodał – bo chyba nie dojedziemy, a życie jest piękne”.


Mieliśmy jeszcze kilka takich ekstremalnych chwil i nikomu nic się nie stało ! Po pokonaniu podobnych zagrożeń, zawsze przychodziło mnie do głowy to spotkanie w Kurii, gdzie usłyszałem o zapewnieniu Ojca Świętego, że będzie nad nami czuwał poprzez polecenie nas Bogu podczas modlitwy. Jego skuteczna opieka modlitewna utrwaliła w nas przekonanie, że troszczy się o nas Święty człowiek i dlatego w dowód wdzięczności, nazwaliśmy niezbadany fragment północno – zachodniej części wyspy w 1981 roku: Joannes Paulus li Coast. Publikacja, w której była zawarta ta informacja, ukazała się 1984 roku. Stąd wniosek, że podczas rządów komunistycznych żyli w Polsce pracownicy naukowi, którzy nie wahali się demonstrowania publicznie swej wiary.
Zmieniły się czasy ! Już nie trzeba się wstydzić swojej wiary, a kapliczka zawieszona na złość komunistom w dalszym ciągu wita przybyłych do Stacji im. Henryka Arctowskiego i chyba patronuje jej Święty Papież Jan Paweł li .

Bolesław Jabłoński

Od redakcji: Bolesław Jabłoński po ukończeniu studiów pracował naukowo w Instytucie Zoologii PAN w Warszawie w latach 1962–1988. W tym czasie, w latach 1978–1981 uczestniczył w 3 wyprawach antarktycznych. Pracował w Polskiej Stacji Antarktycznej im. Henryka Arctowskiego. W trakcie tej pracy (w czasie podróży do i z Antarktydy) przemycał do Polski powielacze, wydawnictwa i korespondencję.

W latach 1982–1989 był działaczem Grup Oporu Solidarni, współorganizatorem działalności wydawniczej Grup. Uczestniczył w akcjach ulotkowych (1982–1983), kolportował niezależne wydawnictwa (NOWA, CDN, Krąg, Przedświt, 1982–1989). W latach 1983–1989 związał się z Oficyną Wydawniczą Rytm, na której potrzeby udostępnił swoje mieszkanie w Otrębusach, gdzie posiadał wcześniej przemycony powielacz. Drukował na nim wydawnictwa Rytmu. W latach 1985–1989 był członkiem redakcji „Kuriera Mazowsza”.

W latach 1988–1994 był redaktorem i współwydawcą pisma „Serwis Ochrony Środowiska” i jednocześnie (do 1992 roku) pracownikiem Przedsiębiorstwa Produkcji Artykułów Spożywczych PACZ w Milanówku, a następnie, w latach 1992–1996, Przedsiębiorstwa Produkcyjno-Handlowego HAD tamże. W latach 1997–1999 był pracownikiem Instytutu Hodowli i Aklimatyzacji Roślin w Młochowie. Od 2002 roku przebywa na emeryturze.

Jest autorem publikacji dotyczących wpływu środowiska na liczebność kręgowców, współautorem książki Gniazda naszych ptaków (wspólnie z Jerzym Gotzmanem, 1972) oraz książki Ptaki Europy (wspólnie z Zygmuntem Czarneckim, Kazimierzem A. Dobrowolskim i Eugeniuszem Nowakiem, 1982 i wielokrotnie wznawianej). Jest członkiem zarządu Towarzystwa Fizjograficznego.

Żródła: https://pl.wikipedia.org/wiki/Bolesław_Jabłoński_(ornitolog)