Lwów - widok na stare miasto. fot. Katarzyna Jasińska

Ach, te Kresy

Autor Andrzej Rzewnicki.

Ach, te Kresy!

Nota redaktora naczelnego – tytułem wstępu do opowiadania „Pożegnanie z Wilnem” oraz cyklu spotkań „Pamięć Kresów” przypomniała mi tęsknoty za nimi mojej mamy pochodzącej z tych właśnie kiedyś polskich terenów. Ten termin „Kresy” ma jakąś niepojętą mistyczną moc siedzącą w nas mimo, że urodzeni zostaliśmy poza nimi. Chyba nawet ci, co nie mieli dziadów stamtąd czują wielkość tego słowa. Dla tych, którzy znają je z autopsji są punktem odniesienia. Ten właśnie punkt odniesienia – mego odniesienia, choć nie z autopsji chciałbym przedstawić w tym artykule. O Kresach pisało wielu i w różny sposób je opisywali i przedstawiali. Dla niektórych słowo odległe, bo było to kiedyś i warto o tym zapomnieć w imię naszych obecnych granic. Jednak czytanie tych, którzy opisują ich historię i co tam się działo czyta się z zadumą i pewnym resentymentem.

Rozważając jednak dalej znaczenie Kresów w naszym myśleniu politycznym warto przytoczyć i należy przytoczyć fragmenty tekstów Macieja Płażyńskiego z dodatku do Rzeczpospolitej „bez Kresy” Nieżyjący już prezes Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” tak pisał o Kresach: „Przez wieki nasza oferta kulturalna na terenach szeroko pojętych Kresów była postrzegana jako niezwykle atrakcyjna cywilizacyjnie. (…) Polska polityka nie docenia współczesnych wartości naszej trwającej przez wieki obecności na Kresach, jakby wstydliwie zakładając, że wówczas byliśmy na tych terenach najeźdźcami, a dziś w zjednoczonej Europie resentymenty przeszkadzają. Podkreślanie naszego dorobku na tych terenach nie jest wstydem, ale eksponowaniem prawdy.” W dodatku „Księgi Kresów Wschodnich” we wstępnym zeszycie napisał: „Mimo że w konsekwencji II wojny światowej zmieniły się granice Polski, dawne Kresy pozostają nam bliskie. Każdy kto chce poznać polską duszę, musi zagłębić się w historię ziem wschodnich Rzeczypospolitej. Bez świadomości tego, co się tam wydarzyło, bez wiedzy o wielowiekowym współistnieniu różnych kultur, narodowości i religii, niepodobna przyjąć, kim jesteśmy. Wystarczy wspomnieć naszych wieszczów, przywołać wodzów, którzy triumfowali w największych bitwach w dziejach polskiego oręża. To wszystko ludzie, którzy pochodzili stamtąd”. Dzisiaj jak patrzę na tych „stamtąd” widzę ich tęsknotę za czasami minionymi, ich zadumę i chyba krytyczne spojrzenie na dzisiejszą rzeczywistość. W tym roku zmarł mój sąsiad Lwowiak, z którym odbyłem wiele pogawędek przy grillu. Nazywał się Wiktor Kozłowski. Jak on kochał ten Lwów. Gdy wróciłem z Wilna zauroczony tym miastem opowiadam mu o nim. A on słucha i po chwili tak powiedział do mnie. Andrzej, Wilno przy Lwowie to jak Skierniewice przy Warszawie. Zaniemówiłem, bo wtedy jeszcze nie byłem we Lwowie. Powiedziałem tylko, że dla mnie oba miasta symbolizują Kresy i mnie jest trudno mówić o różnicach. Powiedziałem, że będąc w Londynie oglądałem w Polskim Ośrodku Sołeczno Kulturalnym /POSK/ wystawę pamiątek z Wilna i Lwowa urządzoną przez rodziny emigranckie. Jak wielką tęsknotę do tych ziem nosili w sobie ich mieszkańcy zdałem sobie sprawę, gdy w PRL-u wyszła jakaś pierwsza książka o Lwowie. Moja mama stała już w kolejce do księgarni od samego rana. Niektóre opowieści mego sąsiada warto powtórzyć, bo są niesamowite. Opowiadał jak chciał po wojnie starał się o wyjazd do Polski. Kiedy wrócił do domu zmartwiony odmową powiedział do żony – to teraz idź ty. A żona poszła i wróciła z pozytywną bumagą na której napisano „z murzom”. To on mówi do żony – pakuj się, masz pół godziny jak to ruskie dawali tyle czasu na spakowanie się przy wywozie na Sybir. Wyjechali do Polski, ale Rosjanie się zorientowali o swojej pomyłce i zaczęli go szukać w Polsce przez NKWD. Miał szczęście, jakiś wyjątkowy ubek o polskich korzeniach powiedział im, że on wyjechał do Australii. Zaprosił go do gabinetu, otworzył barek i częstując go koniakiem powiedział, że wszystko wie o nim i widzi w nim dobrego Polaka. W Polsce dostał się na prawo na Uniwersytecie Warszawskim i szybko awansował.

Opowiadał jak to dostał nominację na wysokiego funkcjonariusza publicznego. Wszyscy mu gratulowali, a jeden z nich posunął mu zeszyt w którym miał wyrazić zgodę na zapisanie się do PZPR. Powiedział im, nie mogę, mnie by rodzina wyklęła. Mimo tego, a może jako specjalista od wydawnictw zawsze pracował na wysokich stanowiskach. Wspomnę jeszcze p. dr Jadwigę Murzynowską – żonę prof. Andrzeja Murzynowskiego, która w okresie trwającej rzezi na Wołyniu przez upowskie bandy mieszkała w Łucku. Opowiadała jak do miasta przybywali uciekinierzy z wołyńskich wsi. Te bezpośrednie relacje były dla niej szokiem. Ja pamiętam te opowiadania, choć nie były przecież od świadków. Gdy byłem na wycieczce we Lwowie mijająca nas grupa młodzieży ukraińskiej coś wykrzykiwała w naszą stronę. Było to kilkanaście lat temu, ale dzisiaj wiemy, że UPA i Bandera funkcjonują w przestrzeni publicznej Ukraińców. Dzisiaj Ukraińcy zasilają nasz rynek pracowników i wielu mieszka u nas licząc na godne życie. Zawsze byłem otwarty na osoby z zewnątrz i uważam, że każdy kto chce tu żyć i pracować dla tego kraju może to robić. Ale najbardziej podobała mi się historia jednej starszej Ukrainki pracującej w sklepie, która po przyjeździe do Polski ze swoimi dziećmi wyszła tutaj za Polaka. Gdy ją zapytałem, czy dzieci nie chcą wracać powiedziała, jacy oni Ukraińcy, oni już zapomnieli ukraińskiego  języka. Czyli losy nas wiążą, ale na ile będą silne nie wiadomo.

Gdy we Lwowie urządzono naszej grupie jakieś przedstawienie prowadząca napomknęła o wysokim dorobku  naszej kultury. W Lwowskiej Galerii oglądałem wiele wspaniałych obrazów naszych malarzy. Pomyślałem, że nie oddając ich nie dodadzą sobie dziedzictwa w sferze kultury, bo to jest dorobek naszej państwowości o wiele dłuższej niż ukraińska.

Zatem te zdanie prof. Andrzeja Nowaka, o którym wspomina redaktor naczelny, że: ”Bez poznania historii Kresów nie można zrozumieć Polski, bo przecież przez wieki były one Jej częścią, stanowiły o Jej sile i znaczeniu w Europie” jest przekazem dla wszystkich, którzy myślą o Polsce – jej teraźniejszości i przyszłości. Przyszłość jest nieznana, a teraźniejszość jest raczej marna. Tworzące się podziały na Polaków lepszych czy gorszych nie wróżą nic dobrego. Zwalczanie elit powstałych po 1989 roku jako elit postkomunistycznych w imię tworzenia nowych jest zamierzeniem rewolucyjnym i jak każda rewolucja pożera najczęściej własne dzieci. Do pracy na rzecz naszego kraju trzeba wykorzystać wszystkich, którzy są wykształceni i mają stosowne kwalifikacje. Ich przeszłość jeśli nie udowodniono im winy czy przekonania polityczne nie może wiązać im rąk. Dobrą atmosferę pracy należy tworzyć w oparciu o wartości, które dominowały na kresach. To współistnienie różnych kultur, narodowości i religii o czym mówił ŚP Maciej Płażyński powinno zmuszać do tolerancji wobec obywateli innych narodowości, o innej kulturze i wierze. Tę tolerancję powinniśmy mieć też względem siebie, bo te właśnie  wartości na Kresach budowały Polskę silną, tolerancyjną i sprawiedliwą. Taka właśnie Polska niosąca hasła wolności dla swoich obywateli była zagrożeniem dla wstecznych i mocarstwowych państw otaczających nas z trzech stron.

Dzisiaj jako sojusznicy Stanów Zjednoczonych Ameryki musimy wierzyć, że wygrają one w toczącej się wojnie ekonomicznej i handlowej z Chinami. Gen. Robert Spalding, doradca Donalda Trampa ds. Chin tak wypowiada się w swoim artykule zamieszczonym na łamach „Plusa Minusa”: Tu nie chodzi o wojnę handlową, tylko o coś znacznie większego: powrót do demokratycznych zasad, które Ameryka starała się narzucić światu po II wojnie światowej. Gdy rozpadł się Związek Radziecki uwierzyliśmy, że otwarty rynek wystarczy, aby demokracja i rządy prawa same stopniowo objęły cały glob. (…) Konfrontacja ze Związkiem Radzieckim miała zasadniczo charakter wojskowy. Tu zaś mówimy o przeciwniku, który chce wedrzeć się do serca naszego systemu demokratycznego, zniszczyć zaufanie, na którym opierają się nasze sojusze. To jest starcie, które obejmuje nie tylko rywalizację wojskową, ale także finanse, handel, inwestycje, migracje, media, systemy polityczne, Internet, współpracę naukową i wiele innych dziedzin.  Dalej generał zadaje pytanie zwracając się do sojuszników Ameryki: „czy chcą być z nami czy z Chinami”. Jeżeli my chcemy być z Amerykanami musimy wzorować się na amerykańskim ustroju politycznym. Jest on oparty na najwyższym akcie prawnym jakim jest konstytucja z 1787 roku, będąca najstarszą spisaną konstytucją na świecie. To konstytucja ustanawia klasyczny trójpodział władz, w których to najszersze uprawnienia posiada prezydent chociaż poszczególne instytucje władzy ograniczają się nawzajem i mają prawa blokowania, co ma zapobiec próbom zagarnięcia całej władzy przez jeden organ państwowy. W tym wszystkim swoją pozytywną rolę odgrywają wolne media.

W naszej sytuacji gdy jesteśmy pod obstrzałem niektórych międzynarodowych postaci i gremiów w kwestii naruszania konstytucji czy praworządności musimy liczyć się ze stanowiskiem Ameryki w tej kwestii, jeśli mamy zamiar pozostać jej sojusznikiem. Analitycy polityczni ostrzegają, że w sondażach wyborczych w Ameryce znaczną przewagę nad Donaldem Trampem ma były wiceprezydent za prezydentury Baracka Obamy Joe Biden. Zapowiada on w swoim programie powrót do wartości stanowiących kwintesencję Ameryki, ale zagrożonych w czasie rządów Trumpa – liberalnej demokracji, tolerancji, otwartości na innych. Wypowiadał się w kwestiach praworządności.

Generalizując można powiedzieć, że przed polską polityką rysują się poważne problemy. Czas demagogów i propagandzistów wykorzystujących fakty z historii dla własnych celów  może się skończyć. Niemniej czerpanie z prawdziwej historii Polski, a szczególnie Kresów w kwestiach współistnienia różnych kultur, narodowości i religii będzie zawsze odbierane pozytywnie, co chciałem wyrazić w dzisiejszej rzeczywistości.

Andrzej Rzewnicki.

—————————————————————–

Od redakcji.

Jeśli zainteresowała Państwa historia prof. Andrzeja Murzynowskiego, odsyłam do załączonego poniżej linku do strony “Archiwum Historii Mówionej” –

(https://www.1944.pl/archiwum-historii-mowionej/andrzej-murzynowski,994.html)