Czy napędzana histerycznie frekwencja (niebieskie wolne w Poznaniu, Wrocławiu, Białymstoku i Rzeszowie) w czerskich kinach sieci Helios uratuje Agorę? :) znalezione na TT

Uwiedzeni złem

Internet właśnie podał wiadomość, że od 28 września do minionego weekendu paszkwil Smarzowskiego na polskie duchowieństwo obejrzało już ponad 2,5 mln widzów. Ta liczba z pewnością jeszcze znacząco wzrośnie, bo od nachalnej promocji tego „dzieła” po prostu trudno się opędzić.

Nie będę pisać o tym filmie. Co miałem powiedzieć, już powiedziałem w Radiu Wnet (co przeczytało ponad 36 tys. Słuchaczy!). Chcę napisać o zjawisku, które nie jest ani nowe ani trudne do zrozumienia. Choć, Bogiem a prawdą, łatwe też nie jest.

To zjawisko to istne szaleństwo Polaków w parciu na „Kler”.

Mediów patriotycznych trochę już mamy, jedne są potężniejsze, inne słabsze, ale są. Przecieki i z planu filmowego i później ze środowiska i z kręgów producenckich spowodowały, że zamiary Smarzowskiego były znane znacznie wcześniej, niż film pojawił się na ekranach. Wspomniane media „naszej strony” zaraz tę wiedzę nagłośniły, dość drobiazgowo, detalicznie opisując, co Pan Reżyser chce Polakom opowiedzieć i w jaki sposób. Awantura goniła awanturę, ale to wszystko wciąż były „przecieki”, bo film naprawdę widzieli nieliczni. Czyli awanturowano się o coś, czego jeszcze nie było w społecznej świadomości.

Ale przyszedł czas, gdy „Kler” pojawił się na ekranach. Już można było szczegółowo wiedzieć, „co jest grane”. Patriotyczno-prawicowo-narodowe media zrelacjonowały wszystko dość starannie, wskazując nie tylko, jakim językiem i obrazem operuje film, ale także jaka jest jego naczelna idea.

Owszem, pojawiły się apele o bojkot obrazu Smarzowskiego, były jednak słabe, a ich zasięg – mocno, mocno ograniczony, bo ograniczona jest (i to bardzo!) siła oddziaływania tych „naszych” mediów.

Nie można jednak powiedzieć, żeby, kto chciał, nie mógł dowiedzieć się, co to za „dzieło” ten „Kler”. Owszem, sprawa była jasna jak Polska długa i szeroka: kloaczne, tendencyjne, antykatolickie i do tego prostackie w swej obłudzie pokazanie (ze skłonnością do pełnego uogólnienia!), jaka to degrengolada toczy polskie sfery duchowne.

A ludzie walili i dalej walą…

Około 90 procent Polaków deklaruje przynależność do Kościoła katolickiego, toteż oni są nieobecnym „bohaterem” filmu, na zasadzie: patrzcie, komu ufacie, co to za wiara, która produkuje podobne kreatury.

Tego wszystkiego nie można sobie wytłumaczyć inaczej, jak tylko tym, o czym mówi tytuł niniejszego felietonu: zauroczeniem Złem. Tak było zresztą zawsze, tyle że skala była znacznie mniejsza. Dziś prostacka gawiedź na równi z „elytami” za obejrzenie jakiejkolwiek ohydy, przemocy, pornografii, bluźnierstwa gotowe są płacić i szarpać się o pierwszeństwo w kolejce do kasy. Ludzie ci mają przesyt życiem „zwyczajnym”, polują na coś niezwyczajnego, obojętnie, jakiej to „coś” byłoby natury.

To jest sekret popularności nowego obrazu Smarzowskiego – gamoniowate prostactwo nabija cwaniakom i „minerom Kościoła” kabzę.

Zresztą podobnie dzieje się i w innych dziedzinach życia. Ale to – jak mawiał Kipling – całkiem inna historia.

 

Wojciech Piotr Kwiatek