fot. Bernard Pakulnitski-PIMG

Dramat rodzinny w tle Polski, Niemiec i Rosji cz. 3

Andrzejowi Rzewnickiemu o swoim życiu opowiedziała Joanna Wilkońska. Fot. Widok zamku Mir zimą Bernard Pakulnitski-PIMG

 

Andrzej Rzewnicki – To może teraz opowiesz o sobie, o swoich pasjach i podejściu do życia.

Joanna Wilkońska – Najtrudniej jest mówić o sobie, choć można by mówić długo. Mam trzy imiona: Karolina Natalia Jolanta. Jestem herbu Odrowąż. O moim wieku powiem, że jestem „leciwa” – skoro „przedwojenna”. Ale mimo to jestem na tzw. „chodzie”, energiczna i zaradna. Mam usposobienie pogodne i przyjazne ludziom i… gadatliwa!. Od dawna moją pasją jest fotografia. Mieliśmy z mężem to samo upodobanie – on artysta fotografik – nestor fotografii polskiej, a ja tylko fotografka, ale i ja mam też jakieś osiągnięcia, a chwalę się nagrodą „Grand Prix” w międzynarodowym konkursie fotograficznym i kilkoma znaczącymi odznaczeniami i zdobytymi aparatami fotograficznymi. Należę do kilku stowarzyszeń fotograficznych i nawet jestem członkiem honorowym w dwóch z nich! Nadal fotografuję i uczestniczę w wystawach w kraju i poza. W moim warszawskim mieszkanku znowu wracają wspomnienia. Mam tu parę pamiątek po moich rodzicach, z których zawsze byłam dumna. Między innymi drzewo genealogiczne rodziny Odrowąż Wilkońskich, które rozpoczyna się XVI wiekiem i wspomina bohaterskich przodków z tamtych lat i również czterech posłów na Sejm 4-letni. Cieszy moje oczy piękna stojąca lampa, którą tatuś będąc Komisarzem I Targów Poznańskich kupił tam mamie jako prezent z okazji rocznicy ich ślubu i wreszcie foteliki w stylu warszawskim, jak też i tabliczka z nazwiskiem Tatusia, o której mówiłam. Wspomnienia uzupełniają portrety dziadków i pradziadków moich rodziców. Ale wspomnienia to tylko wspomnienia, a żyję w obecnych trudnych dla mnie realiach dnia codziennego.

AR – To wszystko, co opowiedziałaś jest bardzo frapujące. Pozwolisz zatem, że te Twoje opowieści dopełnię swoim komentarzem historyczno-politycznym?

JW – Pozwolę, jak najbardziej. Dodam tylko, że w domu nie mówiło się o polityce, ale zdaję sobie sprawę, że tatuś będąc posłem w II RP działał również i w polityce.

AR – Wspominałem już, jak historia Twojego losu i Twoich rodziców jest dla mnie fascynująca. Mówi się, że w czasie ostatniej wojny każda polska rodzina doświadczyła cierpień z powodu działań wojennych czy terroru okupantów. Nadmienię, że moi rodzice byli więźniami Ravensbruck i Stutthofu. Jednak historia losu Twoich rodziców to okres szerszy niż czas przebiegu II wojny światowej. To okres carskiej Rosji, bolszewickiej rewolucji, II RP, II wojny światowej i PRL-u. A Ty żyjesz z tymi traumatycznymi wspomnieniami w wolnej i niepodległej Polsce. Dzięki temu możemy rozmawiać o tej koszmarnej przeszłości. Wydarzenia tego okresu i los twojej rodziny, to materiał na książkę lub scenariusz filmowy.
Wątków jest wiele. Ja wspomnę tylko o niektórych. Historia dramatycznej ucieczki Joli mamy – księżniczki Światopołk-Mirskiej z rewolucyjnej Rosji i znalezienie przez nią szansy na normalne życie w Polsce, wpisuje się w naszą tolerancję i pomoc tym, którzy uciekali przed śmiercią i przemocą. Uciekła bolszewikom, którzy mordowali znanych z wysokiego urodzenia Rosjan i wszystkich tych, którzy byli przeciwni ich władzy. Wielu potomków i przedstawicieli znakomitych rodów rosyjskich przebywa w państwach zachodnich uciekając do nich podczas rewolucji październikowej. Znaczące postacie to potomkowie Romanowów, bo – jak wiadomo – ostatnim carem Rosji był Mikołaj II, zamordowany na rozkaz Lenina. Przy okazji konfliktu Rosja – Ukraina warto wspomnieć o kłótni jaką prowadzą oba narody o historyczną genezę powstania obu państw. Ukraińcy mówią, że ich kraj jest spadkobiercą średniowiecznej Rusi ze stolicą w Kijowie, a Rosjanie przedstawiają historię Rusi ze stolicą w Moskwie.
Faktem znaczącym jest to, że pochodzisz z dynastii wywodzącej się od Ruryka tj. założyciela państwa ruskiego. Był on normańskim wodzem i został zaproszony przez ówczesnych Rosjan aby rządził, choć w świetle badań byli to Estończycy, Białorusini, a nawet koloniści z polskiego Pomorza. Niemniej od tej pory zaczyna się dynastia Rurykowiczów. Przypomnienie Twojej osoby jest dla wielu bardzo interesujące, bo w Rosji ujawnia się tęsknota za imperium carów, szczególnie w kościele prawosławnym. Widać, że liczy się już nie tylko krew robotnicza, ale także krew błękitna. Niemniej resztki bolszewizmu w Rosji jeszcze pozostały. Jak piszą rosyjscy publicyści, Kreml wie, że wielu Rosjan popiera komunistów i dlatego żadne radykalne zmiany w tym przywrócenie caratu nie jest możliwe. Ale jak będzie w przyszłości, kto to wie.
Rosja straszy Polskę, gdy Polska próbuje wyeliminować komunistyczne symbole z życia publicznego. Kiedyś bolszewizm zniknie i może wtedy relacje z Polską będą lepsze, bo uwolnione od tego ciężaru. Nabiorą może jakiegoś słowiańskiego ciepła.
Musimy pamiętać, ze niezależnie od władzy mniej lub bardziej autorytarnej Rosja ma za sobą długą i mocną tradycję swej państwowości. Wielka rosyjska literatura i muzyka wpisała się w dorobek kulturalny świata i jest wieczna. Jest odbierana przez tych wszystkich, którzy mają wpływ na jego losy, a jakieś chwilowe sankcje nie wymarzą jej z kręgu znaczących państw. Twoja Mama zmarła w Polsce, czyli w kraju do którego komunizm przyszedł gdy ona tu była. Zostawił ją jednak w spokoju, a swoje okrucieństwo skierował przeciwko polskim elitom, nie mogącym się pogodzić z dominacją rosyjską, tuż po okupacji niemieckiej. Jednak historia Twojej mamy wyraża cieplej to splatanie się losów polsko-rosyjskich.
Ta pierwsza okupacja z jej barbarzyńskimi metodami mordowania polskich obywateli przez Niemców dotknęła Cię mocno. Przypominając Łódź, warto podkreślić, że było to miasto czterech kultur – polskiej, rosyjskiej, niemieckiej i żydowskiej. Z tej opisanej historii widać jak nie zdała egzaminu kultura niemiecka. Słowo niemieckiego oficera też zostało zhańbione na długo.
Zawsze odnoszę wrażenie, że gdy w Polsce się źle dzieje, to brakuje nam tych wymordowanych elit. Oglądając Twoje zdjęcia i podziwiając tę pasję widać, że Jola Wilkońska mimo tej koszmarnej przeszłości czerpie z niej energię do swojego prawego życia i to jest budujące dla nas wszystkich. Kończąc ten wywiad z Tobą podkreślę jeszcze raz, że historia Twoich rodziców jest fascynująca i na pewno zainteresuje czytelników.

Koniec cz 3 i ostatniej.

Post scriptum.

Jedno jest z lat dwudziestych przed rewolucją, Mam miała wówczas ok. 16 lat? a drugie jest z balu kostiumowego w latach 30-tych i panie były przebrane za historyczne damy.

  

Mama była jako Maria Antonina, miała suknię z perłami i była w peruce. Była najpiękniejszą z pań na balu i jest wydrukowana cienka książeczka na temat tego balu, gdzie o Mamie są zachwyty. Mama wtedy była żoną hr. Włodzimierza Ben de Cosbam, majora 14 Pułku Ułanów Jazłowieckich we Lwowie.

AR – Wspominałaś o zamku w Mirze. Ale ja wiem, że byłaś tam. Opowiedz kiedy to było i co się wiązało z Twoim tam pobytem.

Przekazuję portret Mamy Kiry ks. Światopołk Mirskiej dla zamku 04.06.2004 r.-fot. Tatiana Cariuk

Przekazuję portret Mamy Kiry ks. Światopołk Mirskiej dla zamku 04.06.2004 r.-fot. Tatiana Cariuk

JW – Mój wyjazd do Miru zaczął się od poznania pani, która była przy grobie mojej mamy w Warszawie. Ona mieszkała w Mirze i mając tam rodzinę ciągle tam jeździła. Powiedziała o mnie dyrekcji zamku i oni mnie zaprosili na uroczyste otwarcie zamku po jego odbudowie i rekonstrukcji w 2002 roku. Zaproszenie otrzymałam od Muzeum Sztuk Pięknych w Mińsku. Przy okazji poznałam „trajurnoju” (po polsku kuzynkę) – siostrę Marię Światopołk-Mirską. Odbudowa była sfinansowana przez UNESCO jako, że zamek był wpisany na listę światowego dziedzictwa obiektów kultury. Obecny był dyrektor generalny UNESCO, a dodatkowo zorganizowano wtedy święto prasy. Odbywały się występy w scenariuszu których wpisano historię zamku przez przedstawienie tańców, turniejów rycerskich przy śpiewach i muzyce granej na ówczesnych instrumentach. Opowieści o historii zamku snuł „bajkarz”. Tak wspaniałe widowisko sfotografowałam i z Polski wysłałam te zdjęcia do dyrekcji zamku przez białoruską ambasadę. Gdy ponownie przyjechałam w 2004 roku wystawa moich zdjęć była w sali poświęconej Światopołk-Mirskim wraz z portretem mojej mamy namalowanym przez rodzinną malarkę Aleksandrę Jasinską-Nowicką zwaną „Oleńką”, który przekazałam dyrekcji zamku. Ciekawostką jest, że ks. Michał właściciel zamku był nieżonaty i zakochany w „zajętej” warszawiance. Mój dziadek był bratem Michała i często przebywał na zamku, a nawet jakiś czas tam mieszkał. Sam zamek został odkupiony przez pradziadka ks Mikołaja Światopołk Mirskiego od ks. Radziwiłła.