37 lat …

Autor – Wojtek Maryański

To dla mnie niesłychane. Od dnia wprowadzenia stanu wojennego, minęło 37 lat.

Byłem, jak niewielu tego dnia w Londynie.

Szedłem do domu na 11, Palliser Rd. Skończyłem właśnie nocną zmianę w perskiej knajpie. Po drodze zatrzymywałem się przy zaprzyjaźnionej budce telefonicznej, z której dzwoniłem do Warszawy do Mamy, by, ja co dzień dowiedzieć się stan zdrowia operowanego Taty.

Dzwonię. Zawsze dodzwaniałem się za pierwszym razem. Nikt o tej godzinie nie dzwonił do Polski.

All the lines engaged. Please try later. Usłyszałem w słuchawce.

Gdy po raz dziesiąty taśma powiedziała to samo, pobiegłem do domu. Włączyłem radio i usłyszałem doskonale mi znany głos szkolnego kolegi mojego Taty od Ojców Marianów na Bielanach.

Stało się.

Mętlik w głowie. Brak jakiejkolwiek łączności. Jestem w Londynie, a czuję się jak na końcu świata.

Pierwsze wiadomości telewizyjne BBC rzucają nikłe światło na to, co w kraju.

Kończy się wiza. Tato chory. Nic nie wiem. Decyzja. Wracam.

Idę do przedstawicielstwa LOTu.

Jedyny lot 19 grudnia. O reszcie cisza. Są miejsca ?

Tak. Dwa. Odpowiada pani.

Jeszcze tylko do Croydon do Home Office po przedłużenie wizy.

Wypełniam formularz. Po pół godzinie Dostaję spowrotem paszport z wizą na rok i prawem pracy na terenie całego Zjednoczonego Królestwa. Udało mi się załapać na krótkotrwały nawrót miłości do nas.

Wróciłem do Warszawy, obładowany jak wielbłąd paczkami od znajomych.

Nie będę, więcej nie chce opisywać tego krótkiego londyńskiego czasu między 13 a 19 grudnia 1981.

I po 37 latach znów w czarnej dupie. Na własną prośbę.

Ciekawe. Byłem w Londynie w dwóch ważnych dla Polski dniach.

Czarnym. 13 grudnia 1981 roku.

Świetlistym. 1 maja 2004 roku. Tu byłem z moimi Znajomymi. Joanną, Olą, Marcinem, Jackiem.

To był naprawdę szczęśliwy dzień.

Jeżeli rzeczywiście istnieje jakaś korelacja między moim przebywaniem w Londynie a znaczącymi wydarzeniami w Polsce, powinienem jak najszybciej kupić bilet do Londynu.

Niechybnie brakuje tam mnie……………….W